Rzym w styczniu – dzień pierwszy

Łódź pięknie zasypało śniegiem. Chyba pierwszy raz w tym sezonie. Na szczęście tym razem wyspaliśmy się porządnie. Nie zapomnę zmęczenia w piątkowy wieczór, po kilku dobach pracy, kiedy wyruszaliśmy w podróż do Bośni i Hercegowiny. Do hostelu w Gdańsku prawie się doczołgaliśmy.

image

Przewidziałem ten śnieg. Do Modlina tanie było dojechać autobusem, jednak podróż zajęłaby nie trzy, a pięć godzin. Na stację kolejową dotarliśmy na sam przyjazd pociągu. Podróż przebiegała komfortowo, wydawała się nawet szybka, jednak przez awarię głośnika w przedziale nie dowiedzieliśmy się o opóźnieniu. Na szczęście każdy pociąg tego wieczoru był opóźniony. Za oknem niewielki mróz i piękny, biały śnieg poruszający pola i pociąg. Koniec końców dotarliśmy na lotnisko dwadzieścia minut przed odlotem. Pierwszy raz pani zarządzająca ruchem pasażerów zaprosiła nas do Fast Track. To był de facto słów track, z podejrzanym o przewóz narkotyków nastolatkiem przed nami. Pierwszy dobiegłem do stanowiska odprawy. – Pana Nazwisko? Odpowiedziałem. – Proszę wyjść i biegiem do samolotu -Ale ja jestem z… – Nie ma czasu albo pan leci albo nie. W tym momencie dobiegł (on rzadko biega) P. Biegł, bo tym razem nie ja, a pracownik lotniska poganiała go. Udało się. Potem jeszcze około godzinę czekaliśmy na płycie postojowej na odladzanie.

Dodaj komentarz