Rzym w styczniu – dzień drugi

Zaczął się tuż po północy kiedy dolecieliśmy do CIA. W trakcie lotu zacząłem czytać Pepiki Surosza, jeden artykuł z jakiejś lewackiej gazety na temat upadłego Detroit – ciekawe, chciałbym to martwe miasto odwiedzić.  Autobus Terravision czekał na nas pokornie,  a opóźnienie lotu wynosiło około godzinę. Chłopak, który siedział obok nas obawiał się, że nie będzie jak dojechać do centrum Rzymu. Podróż autobusem nie trwała długo. O wiele bardziej dłużyła się ta z BVA czy RYG. Na szczęście hostel lub hotel (nie pamiętałem) zamówiłem tuż przy Termini. Okazało się, że tu jest taki dystrykt hotelowy jak w Brasilii. Hotel na hotelu, a właściwe to trudno je nazywać hotelami. Po bijących w oczy reklamach, przypominało mi to miejsce dzielnice czerwonych latarni. A ostatnim miejscem, w którym chciałbym spać to dom publiczny.

Marco, czyli domniemany administrator hotelu wysłał mi rano SMS, że popsuła się u nich łazienka, dlatego zamówił nam nocleg w innym hotelu. Jednak pani w tym hotelu nie przyznała się do znajomości z Marco. Około drugiej w nocy rozweselony Marco powiedział w rozmowie telefonicznej, że to jednak miał być hotel „bjutifull”. Doszliśmy. Też nic nie wiedzą. Wszyscy chcieli Marco nabić w butelkę.

Pokój duży, z łazienką a nawet bidetem. Ale straszna wilgoć. P. zasnął bez najmniejszych problemów. Ja rzucałem się pół nocy.

Rano zaczęliśmy od kawy i herbaty w miejscu, które ba całym świecie Cię nie zawiedzie – McDonald’s. Potem długi spacer…

20160116_160333.jpg
Poprzednio tam nie wchodziłem, ale naprawdę warto zapłacić 6 EUR Watykanowi, żeby wejść prawie na sam szczyt.

Przeszliśmy według S Health prawie dwadzieścia kilometrów. Warto było. Ostatnim przystankiem była włoska knajpa w okolicach Termini. Pizzę we Włoszech już jedliśmy, tym razem daliśmy szansę makaronowi. Sos boloński zawierał śladową ilość mięsa, a carbonara na 99% była robiona z suszonych żółtek. Kuchnia polska znowu wygrywa! Niedostatki w pokarmie wyrównalismy winem. Takiego w Polsce nie kupię w podobnej cenie. Brak możliwości przewozu dużej ilości wina z Włoch lub Hiszpanii, to jedyny minus podróży z bagażem podręcznym. Padliśmy o 20, kolejny raz z powodu zmęczenia nici z nocnego wyjścia na miasto.

20160116_134359.jpg
Ta pizza wygląda apetycznie, jednak w tej kawiarni zjedliśmy m.in. pyszny sernik. Nie można było przestać. Znajdziecie to miejsce w okolicach Campo di Fiori.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *