lodzpl – kawał dobrej roboty

Łódź nie ma dobrej prasy odkąd pamiętam. Od kilkunastu lat nic nie wywoływało u mnie tak pozytywnego wrażenia jeśli chodzi o promowanie mojego miasta przez oficjeli jak profil miejski na Instagramie i Łódzkie Murale. To oczywiście krytyka wobec dzisiejszych i przeszłych władz miasta, bo to miejsce ma swój potencjał i zasługuje na wiele więcej promocji i uwagi. Czytaj dalej lodzpl – kawał dobrej roboty

Poruba, Ostrawa

Poruba to jedna z najludniejszych dzielnic Ostrawy. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1377 roku.

Oblouk ostrava poruba - SORELA - 6.11.2009.jpg
By Boris Renner – Boris Renner, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12071055

Przełom w historii Ostrawy nastąpił w latach 50. XX wieku, kiedy to postanowiono wybudować nowe centrum. Wtedy Czechosłowacja przestawiała się na rozwój górnictwa, stalownictwa i innych dziedzin przemysłu ciężkiego. Jego ośrodkiem stała się Ostrawa, w tym czasie nazywana miastem węgla i stali albo stalowym sercem republiki.

Jedną z dzielnic nowego miasta była Poruba – właśnie to miejsce, z uwagi na natężenie socrealistycznej architektury, zrobiło na mnie duże wrażenie podczas odwiedzin Ostrawy. W stolicy kraju morawsko-śląskiego znalazłem się właściwie przez przypadek, na krótką, jednodniową wizytę.

Do Ostrawy (OSR) jest rzut beretem z Górnego Śląska; z Katowic samochodem podróżuje się tam około godzinę, kursuje też autobus TigerExpress. Dla fanatyków latania: samolotem najłatwiej dostać się tam przez STN (Ryanair) lub z Radiomia (RDO).

W Ostrawie nie tylko Porubę warto zwiedzić, w przewodnikach poleca się również zabudowania dawnych fabryk i kopalni, a także stare zabytki, jak Katedra Boskiego Zbawiciela.

Mimo złej opinii w ostatnich dziesięcioleciach, miasto stara się poprawić wizerunek i obecnie mówi się o nim jako centrum rozrywkowym Republiki Czeskiej, doskonałym przykładem jest ulica Stodolni – skupisko kilkudziesięciu klubów, barów i restauracji

Więcej zdjęć Poruby na stronie ostravaci.cz (historyczne, współczesne).

Egipt wzdłuż Nilu, też byliście na tej wycieczce?

2009 rok to był czas, kiedy możliwość wycieczki do dalekiego kraju powoli stawała się dla Polaka realna, a o tanich liniach lotniczych dopiero zaczynało się słyszeć. Egipt, Tunezja, kogo tam nie było. Też poleciałem, do Egiptu!

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/embed?mid=zfoiByudqtZY.kU2uG21WhYTU&w=100%&h=480]

Od początku miałem wątpliwości, czy chcę uczestniczyć w tym spędzie, jednak cena ostatecznie mnie przekonała. Warto wspomnieć, że za kwotę 2720 zł nie potrafiłem wtedy zorganizować porównywalnych w intensywności zwiedzania wakacji, tak daleko, na dwa tygodnie. Byłem wtedy studentem, którego budżet mocno ograniczał, a rodzice na szczęście nigdy mnie nie rozpieszczali. Wylot ku mojemu zadowoleniu był z Łodzi, jeszcze wtedy ze słynnego kartonowego lotniska, które obecnie złożone jest w Radomiu. Wbrew pozorom z tamtego lotniska wylatywało się bardzo przyjemnie i ogromnej różnicy we wnętrzach nie ma, i tu i tu mało miejsca. Dziś dodatkowo śmierdzi fryturą. Leciałem wtedy pierwszy raz samolotem. Co ciekawe nudziło mi się już po dwóch godzinach lotu. Samolot był mocno wysłużony. Mieliśmy międzylądowanie w Gdańsku, a przylecieliśmy do Hurghady. Nie zapomnę zabudowań tego miasta (głównie hotelowych) z lotu ptaka, wyglądały jak domki z klocków lego. Lotnisko na pustyni, jak przystało na Egipt.

Domki z klocków Lego, Hurghada z lotu ptaka.
Domki z klocków Lego, Hurghada z lotu ptaka.

Pierwszy dzień był krótki, „zwiedziliśmy” hotelową plażę, okoliczne uliczki i wcześnie położyliśmy się spać, ponieważ następnego ranka o świcie wyruszyliśmy w długą podróż do Luksoru i Karnaku. Niektóre wycieczki bez przewodnika wydają się rzeczywiście mało wartościowe, wiedzę jaka musiałbym posiąść, aby zrozumieć to co zobaczyliśmy w Egipcie, nabywałbym pewnie latami studiując historię sztuki. Podczas podróży największe wrażenie robiły oczywiście posterunki wojskowe i panowie z karabinami.

Liczne zabytki, które zwiedziliśmy wywoływały uczucie niedosytu, że za mało na ich temat wiemy, wręcz niezrozumienie „jakie to stare”, „w jak niesamowity sposób było budowane”. Nie będę szczegółowo opisywał świątyń, w Egipcie było już tylu Polaków, że dla nikogo z Was nie będzie to jakąkolwiek nowością.

W końcu weszliśmy na statek, którym przez następne kilka dni płynęliśmy w górę Nilu, po drodze zwiedzając kolejne miejscowości.
Już na drugi dzień, w Luksorze zabrakło nam wódki przytaszczonej z Polski. Na nieszczęście w trakcie naszych wakacji panował Ramadan. Mimo wszystko, uparcie przechadzałem się ulicami w pobliżu przystani i głośno krzyczałem „wodka, wodka”. Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdziekolwiek bym się zgubił, zawsze znajdzie się jakiś Polak obok, który mi pomoże, wystarczy tylko krzyczeć po polsku. Niestety nikt nie zareagował. „Wodkę” zamieniłem na „brendi, łiski” – w ciągu minuty zatrzymał się taksówkarz, który zaoferował pomoc. Tak jak bezmyślnie krzyczałem w trakcie Święta, tak bezmyślnie wsiedliśmy do samochodu i jechaliśmy; dziesięć minut, pół godziny… Poznaliśmy przedmieścia Luksoru, przynajmniej tak nam się wydawało. W końcu dojechaliśmy do sklepu (?), trudno powiedzieć czy był to sklep, jedyne co przypominało zachodni sklep to logo Heinekena. Otrzymaliśmy dwie butelki podrobionej rosyjskiej wódki z egipską akcyzą, w plastikowej, czarnej torbie. A ja głupiec myślałem, że uda nam się kupić Absoluta. Wtedy przyszło mi do głowy – jak zweryfikuję czy płyn w butelce jest etanol czy metanol? Koniec końców, nie oślepłem.

Podróż statkiem była wielką przyjemnością, brakowało tylko grupy ludzi umiejących się dobrze bawić, każdy pozamykał się we własnych kajutach. Z kajuty, dzięki przestronnemu bulajowi oraz z górnego pokładu, można było podziwiać uroki nadnilowych zabudowań oraz obserwować życie tubylców, dzieci machały na przywitanie, co chwilę zmieniał się głos muzeina nawołującego z minaretu do modlitwy. Kolejnym przystankiem było Edfu i Kom Ombo.

Edfu
Edfu

Przypłynięcie do Asuanu było ekscytujące, do dziś to najbardziej wysunięty na południe fragment globu, który odwiedziłem. Przewodnik opowiadał nam, że to północne wrota do Afryki i rzeczywiście miałem wreszcie wrażenie, że jestem na zupełnie innym kontynencie. Wieczorem długi spacer po tętniących życiem uliczkach miasta, bez mapy, więc z niespodziankami. Mili ludzie, którzy zapraszali do swoich sklepów nie tylko, by coś sprzedać, ale też pobyć razem. Pamiętam nieukończone centrum handlowe, w którym piłem Colę z tubylcem, próbując dogadać się przez godzinę w języku angielskim. Jadłem też hamburgera w egipskim McDonaldzie, tak bardzo brakowało mi „normalnego” jedzenia, co ciekawe był taki sam jak zawsze, natomiast frytki były mało smaczne, te polskie są najlepsze.

Jednym z ważniejszych, współczesnych budynków opisywanych przez przewodników w Asuanie jest hotel Old Cataract. Został wybudowany w 1899 roku przez Thomasa Cooka (Brytyjczyka, który stworzył słynną firmę podróżniczą), aby mieć gdzie pomieścić europejskich turystów.

Słynny Hotel Old Cataract
Słynny Hotel Old Cataract -w czasie remontu?

Gościł w nim między innymi car Mikołaj II, Winston Churchill, Howard Carter, Margaret Thatcher, Jimmy Carter, księżna Diana, królowa Noor i Agatha Christie, która za miejsce akcji fragmentów swojej powieści Śmierć na Nilu wybrała właśnie ten hotel. Do dziś można zarezerwować pokój, w którym mieszkała.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=_zEfPyO14J4]

Nie można zapomnieć o pięknym ogrodzie botanicznym na wyspie Kitchenera, widoku żaglówek i nadbrzeża jak z czasów Thomasa Cooka (Corniche). Wyspa, o której wspominam to Dżazirat an-Nabatat, jedna z dwóch wysp Nilu, została podarowana Lordowi Kitchenerowi w podzięce za jego zasługi w czasie Kampanii Sudańskiej w latach 1896-1898. Lord bardzo szybko przekształcił 750 metrową w długości wyspę w laboratorium egzotycznych roślin.

W Asuanie również trzeba było powtórzyć zakup alkoholu. Próbowałem zrobić to w taki sam sposób jak w Luksorze, ponownie po jakimś czasie pojawiła się pomocna dłoń mężczyzny, który zaprowadził mnie ciemną uliczką, ciemnymi schodami do… baru, w którym były zaledwie dwie, trzy osoby. To było zaraz przy Corniche. Okna wychodziły na port. Zasłonięte drewnianymi okiennicami z możliwością regulowania ilości światła wpuszczanego do wewnątrz. Przy suficie nieśpiesznie obracały się wentylatory, leniwie przeganiając dym papierosowy. Panowie z pewnością popijali alkohol, jednak na ladach baru nie było ani jednej butelki – Ramadan. Ponownie otrzymałem alkohol zawinięty w czarną reklamówkę i dałem nogę. Na statu zostałem „bohaterem”. Część alkoholu, na liczne prośby towarzyszy podróży odsprzedałem.

Odwiedziliśmy między innymi Wysoką Tamę, która tworzy wielkie jezioro Nasera. Plany budowy Wysokiej Tamy rozpoczęto w 1952 roku, po rewolucji Wolnych Oficerów i objęciu władzy przez Gamala Abdela Nasera. Początkowo Tama miała być współfinansowana przez Stany Zjednoczone, ale po formalnym uznaniu przez Egipt Chińskiej Republiki Ludowej rząd amerykański wycofał się ze swej obietnicy. W związku z tym rząd Egiptu zamierzał sfinansować budowę tamy z zysków, jakie przynosił Kanał Sueski. Pomocy udzielił Egiptowi również Związek Radziecki, proponując pokrycie około jednej trzeciej kosztów budowy. ZSRR zaoferował także pomoc radzieckich inżynierów oraz maszyny. (Wikipedia) Dziś obok tamy znajduje się pomnik upamiętniający „bezinteresowną” pomoc.

[googlemaps https://www.google.com/maps/embed?pb=!1m14!1m12!1m3!1d1083263.6927904696!2d32.180541678422934!3d22.895053467610282!2m3!1f0!2f0!3f0!3m2!1i1024!2i768!4f13.1!5e1!3m2!1spl!2spl!4v1455115531755&w=600&h=450]

Linia kolejowa z Kairu została doprowadzona do Asuanu 1898 roku. Wsiedliśmy do pociągu relacji Asuan-Kair, była też możliwość podróży samolotem, ale wtedy jeszcze nie byłem od latania uzależniony, poza tym nie mieliśmy na to pieniędzy. Z lotniska w Asuanie można obecnie dolecieć do Kairu, ale też do najbardziej wysuniętego na południu miejsca w Egipcie – Abu Simbel. Loty realizowane są przez EgiptAir, członka sojuszu Star Alliance.

Pociąg - pierwsza klasa.
Pociąg – pierwsza klasa.

Początkowo w pociągu było przeraźliwie duszno, okien nie udało się nikomu otworzyć. Nasi ulubieńcy z wycieczki zaczęli krzyczeć, że „zaraz dzieci nam się poduszą”. Zapanowała panika. Na krótko. Zaraz wszyscy zmienili zdanie. Po włączeniu klimatyzacji, w ciągu godziny, każdy miał na sobie wszystkie ubrania dostępne w bagażu. Temperatura była tak niska, że nawet mimo otwartych drzwi do przedziału, było kilka stopni. Jedynie na stacjach można było wychylić głowę i ogrzać się nieco. Podróż trwała całą noc, nad ranem dotarliśmy do Kairu. Byłem wykończony.

Kolejny dzień intensywnego, bardzo intensywnego zwiedzania Kairu był zwieńczony nagroda, nocą w prawdziwym trzygwiazdkowy hotelu w Gizie. My się nie poddaliśmy, bardzo późnym wieczorem wyruszyliśmy na podbój stolicy. Z podboju nici, nie potrafiliśmy znaleźć ani głównego rynku ani trafić do Wieży Kairskiej, ale za to, pewnie jako jedni z niewielu jechaliśmy metrem. Widzieliśmy też dyskotekę egipska, to urocze jak chłopcy trzymają się tam za rękę, dają sobie buzi, jednak nie są to homoseksualni mężczyźni, ukradkiem spoglądają na kobiety, ale niestety lub na szczęście nie mogą się z nimi tak czułe stykać jak z kolegami.

Sen w prawdziwym hotelu był oczywiście zbyt krótki, pobudka wcześnie rano i zwiedzanie Kairu. To wielkie miasto i jak każde przyciąga, taki Nowy Jork Afryki? Nie wiem, na razie byłem tylko w Egipcie. Największe wrażenie robiła bieda, mieszkańcy cmentarzy i anteny satelitarne zamieszone na dachach lepianek. Przepięknie położony meczet Muhammada Ali na cytadeli, skąd roztacza się wspaniała panorama wielkiego, szarego, piaskowego miasta. Świątynia była jedną z największych w pierwszej połowie XIX wieku.

Dla tych, którzy byli już w Kairze, nie będzie zaskoczeniem, że piramida Cheopsa znajduje się de facto w mieście, a Wielki Sfinks nie jest taki wielki jak na zdjęciach. Dlaczego oni zawsze tak oszukują na widokówkach?

Z Kairu wróciliśmy busem do Hurghady, to była jedna z najbardziej szalonych podróży mojego życia, kierowcy jeżdżą według zasady; im szybciej się zabijesz, tym lepiej. Wielokrotnie zamykałem oczy, by nie wiedzieć czy zginiemy i jak zginiemy. Podczas przerw zobaczyliśmy trochę pustyni, nic szczególnego, jest tam po prostu bardzo brudno. Widziałem też naturalny brzeg i plażę, również nie były to zachwycające widoki, ale brakowało mi takiej naturalności w Hurghadzie. Tam, mimo długiego spaceru nie znaleźliśmy skrawka niehotelowej ziemi.

Polecam wpis na innych blogach:

Podsumowując, to była wspaniał wyprwa, mimo niktórych współtowarzyszy oraz komercyjnego charakteru samej wycieczki. Już podczas wyjazdu marzyłem by zobaczyć w przyszłości deltę Nilu i Suez.

Wizzair Mastercard. Dla kogo?

Kartę kredytową MasterCard Wizzair Raiffeisen Bank Polska używałem niespełna rok. Niezaprzeczalną korzyścią jest członkostwo w Wizz Discount Club – czyli mniejsze ceny biletów tej linii lotniczej. To opcja bardzo wygodna i opłacalna dla tych, którzy Wizzair latają często. Jednak ja, jakimś trafem ciągle trafiam na Ryanair, a połączenie Wizz które mnie najczęściej interesuje to Warszawa – Budapeszt. Dodatkowo, oprócz członkostwa, płacąc kartą można zbierać punkty – dwa punkty za każde pięć złotych wydane kartą na stronie przewoźnika (lot, hotel, samochód) oraz jeden punkt za każde pięć złotych wydane kartą kredytową Wizzair MasterCard w innych miejscach. Każde 100 punktów to 10 złotych. Wydając w zwykłym supermarkecie na żywność 1000 zł otrzymujemy 20 zł brutto na bilety lotnicze w Wizz.

Postanowiłem skorzystać z członkostwa w klubie i kupiłem bilety do Bośni i Hercegowiny. Cena biletu w dwie strony wyniosła nas około 130 złotych/osobę. Uwaga – nie wszystkie bilety na stronie wizzair.com można kupić za środki z konta Wizz. Zatem nie zawsze jesteśmy w stanie wykorzstać nasze punkty. Cztery loty z przesiadkami w Torp. Wykorzystałem wszystkie punkty jakie można zebrać kartą i rzeczywiście była to zauważalna obniżka. Trzeba zaznaczyć, że kartą płacić uwielbiam, wiec zbieranie „mil” jest dla mnie przyjemne i pożyteczne.

Po kilkunastu miesiącach użytkowania karty postanowiłem ją zlikwidować. Karta miała swoje mankamenty. Po pierwsze, nie była wydawana w moim banku, co wiązało się z lekką dezinformacją w śledzeniu moich wydatków, po drugie opłaty do jakich zostałem zmuszony podczas obsługi karty odbierał mi przyjemność z jej posiadania.
Tu też słowo wyjaśnienia, jestem bardzo rozpieszczonym klientem. Za dwie karty kredytowe w moim banku nie zapłaciłem od samego początku korzystania ani grosza. Podobnie jak za obsługę konta. Jestem nieprzyzwyczajony do jakichkolwiek opłat w banku i pięć złotych płacone miesięczne za usługę wątpliwej jakości (np. ubezpieczenie podróżne, ubezpieczenie spłaty karty) to zbyt duże zmartwienie. Zdaje sobie też sprawę, że wiele osób posiadając konto w PKO BP płaci rocznie 200-300 złotych za obsługę samego rachunku, więc może dodatkowe kilka złotych miesięcznie nie przeszkadza im tak bardzo. Ja takim praktykom stanowczo mówię nie!

wp-1451810275494.jpg
Nasza podróż do Bośni i Hercegowiny – inspirowana kartą kredytową.

Podpisanie umowy o kartę stanowiło nie lada wyzwanie, przy licznych opcjonalny i nieopcjonalnych ubezpieczeniach/opłatach można się pogubić.  Na niewiele zdały się moje prośby w placówce,  że „chcę mieć kartę, ale nie chcę za nią nic płacić”. Pan „przez pomyłkę” włączył opcjonalne ubezpieczenie, odkręcanie tego trwało, skończyło się reklamacją rozpatrzoną na moja korzyść. Mimo dużej liczby transakcji nie udało mi się pozbyć drobnych opłat za kartę (kilka-kilkanaście złotych miesięcznie), więc likwidując ją poinformowałem o przyczynach pracownika banku. Niespodziewanie, zaproponowali likwidację tych opłat na pół roku. Nie udało się im mnie skusić.

Na plus jest aplikacja karty i bank w ogóle, dzięki niej mamy stała kontrolę nad rozliczeniami. Wygląd? Biorąc pod uwagę inne karty z polskich banków, mało atrakcyjny.

Karta jest idealna jest dla osób, które latają Wizzair 2-3 razy w roku, ich regionalne lotnisko ma ofertę lotów tej linii lotniczej oraz dla tych, którzy karty kredytowej jeszcze nie mają.

Podstrona Wizzair dotycząca karty, a tu podstrona banku.

Bilbao, we’re heading!

Udało się, bilety do Santander kupione! Nie wiem czy po najniższych cenach, ale najważniejsze, że już są! W Santander (SDR) wynajmiemy samochód i jedziemy do Bilbao.

[vimeo 107467692 w=500 h=281]

To największe miasto Kraju Basków. Najbardziej nie mogę doczekać się odwiedzenia muzeum Guggenheima od zewnątrz i od środka. Budynek muzeum to jedno z najważniejszych dzieł architektonicznych w ostatnich dziesięcioleciach. Było otwarte w 1997 roku, a zaprojektowane przez Franka Gehry`ego.

La Ría
Niestety w Teatro Arriaga nie grają żadnego spektaklu podczas naszego pobytu, ale jeśli jedziecie w w innym terminie zapewne warto się tam wybrać, nie tylko ze względu na sam budynek. Niegdyś była to jedna z najważniejszych scen operowych Półwyspu Iberyjskiego.

800px-Ensanche_bilbao.jpg
Plan rozbudowy miasta z 1867 roku, czerwonym kolorem oznaczony jest projekt rozbudowy.

Do Santander (godzina drogi samochodem od Bilbao) lecimy w piątek rano z Modlina przez CRL z dogodną czasowo przesiadką, a wracamy w niedzielne popołudnie też przez CRL, ale do Warszawy. Pierwotny plan jako przesiadkę wskazywał Stansted, jednak bilety z Londynu do SDR są w chwili obecnej dwu, a nawet trzykrotnie droższe. Warto rozważyć też dolot Ryanairem do Biarritz (BIQ) we Francji. Loty do samego Bilbao, mimo że dolatuje tam Easyjet z STN i Vueling nie kalkulują się w żaden sposób, a ceny obserwuje od około trzech miesięcy.

Moja nowa zabawka – Airixo

Airixo

Airixo odkryłem dzięki flyforum.pl, ale zorientowałem się również, że projekt przestał być rozwijany (około 2014 roku?). Nie rozumiem dlaczego. Podejrzewam Czechów o pomysł na taki rodzaj zabawy w szukanie lotu. Może to Ci sami, którzy tworzą Skypicker?

Airixo to najbardziej przejrzysta i najwygodniejsza wyszukiwarka jaką spotkałem. Przeglądanie cen i połączeń dzięki prostemu układowi graficznemu jest jeszcze większą przyjemnością. Niestety nie obsługuje tradycyjnych linii, ale i tak nie na tym mi przecież zależy. Dzięki niej znalazłem tanie połączenie z Wrocławia do Marrakeszu.

No właśnie, połączenie (!), bo to jedna z niewielu przeszukiwarek, która znajduje połączenia tanich linii, obecnie jest taka możliwość na Skypicker albo Momondo, ale ustawione tam interwały czasowe między lotami wydają się niepotrzebnie wydłużone. Airixo obsługuje loty po Europie, głównie linii Ryanair, Wizzair i Easyjet.

Wyszukiwarka przypomina samolotemtaniej.pl, jest natomiast o niebo bardziej funkcjonalna i przejrzysta. Mam nadzieję, że mimo braku rozwoju, ktoś opłacił serwer dla tego pomysłu.

Airixo to idealny pomysł na znalezienie miejsca docelowego na weekend, jeśli nie mamy konkretnych planów i oczekiwań. Wydaje się, że jej silnik bazuje na Azair lub Azuon.