#dookołakuli: dzień 1 i 2.- Peggy, Wenecja i kolacja w Budapeszcie

Do lotniska dojechałem tramwajem i autobusem 55. To było coś. W podróż dookoła świata łódzką komunikacją miejską. Padał rzęsisty deszcz. Jak się po chwili okazało w tym samym autobusie jechali przyjaciele, którzy skutecznie ukryli się przed moim wzrokiem. Z transparentem przyszli nas pożegnać. Jedna z milszych niespodzianek.

wp-1465058898582.jpg
3, 2, 1, 0… start!

Na lotnisku nikt z obsługi nam nie uwierzył, że wyruszamy w podróż dookoła kuli ziemskiej. Z politowaniem kiwali głową, że to kolejni wariaci… Lot z LCJ do STN (przyjęła się nazwa Sunset) był jednym z najlepszych jakie miałem w życiu. Według mnie, im w samolocie jest więcej turbulencji, tym bardziej udany jest lot. Szkoda, że tak krótko.

Na przesiadkę w Sunset rzeczywiście trzeba mieć więcej czasu niż godzinę. To ogromne lotnisko, mimo tego że głównie obsługiwane jest przez low-costy. Do Wenecji dolecieliśmy nowiutkim Boeingiem 737-800. Niestety było już pusto. Gdzieniegdzie można było znaleźć grupki młodych ludzi. Postanowiliśmy iść za przykładem. Kupiliśmy wino, pizzę i skonsumowaliśmy pod drzewkiem. Późną nocą dotarliśmy do naszego hostelu (Venice Bangla b&b), do którego nas nie wpuszczono. Telefon był głuchy. Na szczęście na przeciwko znajdował się trzygwiazdkowy hotel. Pozwoliliśmy sobie na odrobinę luksusu i wynajęliśmy tam nocleg.

Rano poszliśmy do hostelu poprosić grzecznie Pana-Bangla, aby z powodu niezrealizowanej (nie z naszej winy) usługi, nie ściągał pieniędzy z karty kredytowej (i tak to zrobił), potem drobne zakupy i wyprawa do dawnego domu Peggy Guggenheim. Dziś jest to jedno z czterech muzeów tej dynastii. Peggy była siostrzenicą Solomona R., a jej ojciec Benjamin zatonął podczas katastrofy Titanica w 1912 roku.

wp-1460108585865.jpg
Peggy na tarasie swojego mieszkania w Wenecji. Dzięki bliskim relacjom z artystami oraz fortunie jej rodziny możemy zachwycać się dziś wielką kolekcją sztuki współczesnej.
wp-1465050566481.jpg
Max Ernst The Antipope – jeden z dwóch imponujących obrazów w muzeum. Właściwie warto przyjechać do Wenecji tylko po to, żeby je zobaczyć. Nad moim łóżkiem w domu wisi reprodukcja krowy Ernsta z kolekcji nowojorskiej. Chyba ją podmienię.

 

Wieczorem odbyliśmy niezwykle przyjemny lot do Budapesztu, gdzie mieliśmy zarezerwowany stolik w Hungarikum Bistro przy Steindl Imre u. 13. Knajpę wypatrzyłem podczas poprzedniego pobytu w stolicy Węgier, ale nie pomyślałem wtedy by wcześniej zrobić rezerwację. Menu węgierskie jest rewelacyjne, zjadłem też najlepszego langosza na świecie  (rozpływał się w ustach). Jedynym minusem restauracji jest nieco pretensjonalna obsługa, chcą być za mili. Od razu wiedziałem, że następna pyszna kolacja będzie w Polsce.

Wieczór spędziliśmy pijąc szampana w Szimpla Kert przy Kazinczy u. 14. Lokal jest znany w niemal całej Europie. Połączenie różnej muzyki, różnych ludzi w różnym wieku, które zdaje egzamin! Poranek był ciężki.

Jedna odpowiedź do “#dookołakuli: dzień 1 i 2.- Peggy, Wenecja i kolacja w Budapeszcie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *