#dookołakuli: dzień 12. – Sydney, czyli The Seekers

Krzesło Pani Macquarie

Lot do Sydney był kolejną czystą przyjemnością. Większość lotu przespałem na „trójce”.

Panie stewardessy (Cebu) znowu nie były uśmiechnięte, ale mimo wszystko bardzo miłe. Nie potwierdziły się plotki, że w samolotach Cebu jest bardzo zimno (klimatyzacja). Jednak w obu samolotach, tuż przed startem i w początkowej fazie startu słychać było chromanie w przewodach wentylacyjnych. Prawdopodobnie był to przesuwający się lód po włączeniu klimatyzacji. Jednemu z pasażerów lód dostał się do luku bagażu podręcznego i zalało laptopa.

Lotnisko

A380 na lotnisku w SYD, w tle Jumbo
A380 na lotnisku w SYD, w tle Jumbo

Lotnisko w Sydney jest ogromne. Mógłbym tam spędzić całe przedpołudnie po przylocie, obserwując lądowania i starty samolotów, zwłaszcza Airbusów 380 linii Qantas. Oczywiście na lotnisku przyznałem się, że przewożę 20 paczek papierosów z Manili. Głupi ja. Brawo celnik! Jeśli chciałbym je wwieźć do Australii, musiałbym zapłacić trzy razy więcej niż zapłaciłem za nie na Filipinach. Zrezygnowałem i zadowoliłem się trzema paczkami, które miałem w kieszeniach spodni.

Jeszcze na lotnisku w Manili, B. zaproponowała, żebyśmy wybrali się do teatru narodowego w Sydney na musical Georgy Girl. Po zobaczeniu budynku i jego wnętrz w Internecie, nie wahałem się ani sekundy.

Po wyjściu z lotniska, pogoda była wyśmienita… z upalnych Filipin przeniosłem się do słonecznej, świeżej, jesiennej Nowej Południowej Walii. Dziękowałem opatrzności, że znalazłem się wreszcie w miejscu, w którym mogę swobodnie oddychać i cieszyć się widokami, bez obaw, że oczy zostaną zalane zaraz potem.

Maj w Sydney
Pierwsza jesień w tym roku

Śniadanie

Połączenie lotniska z centrum miasta i Kings Cross, w okolicach którego był nasz hostel kolejką, jest genialne. Nigdy tak krótko nie zajęła mi podróż z lotniska, no może z wyjątkiem Łodzi… B. przywitała mnie przepysznym śniadaniem, z warzywami! Miałem tak serdecznie dość kurczaka po Filipinach. Nie wiem, jak wygląda godło Filipin, ale z pewnością jest na nim kurczak. KFC tam wcale nie króluje, mają swoje, lepsze wersje amerykańskiej sieciówki z kurczakiem. Są z nich dumni.

Pierwszy spacer

Po śniadaniu przeszliśmy się na spacer wzdłuż wojskowych przystani (po co tam tyle wojska?), do parku, w kierunku krzesła Pani Macquarie. Zobaczycie tam widok, prze który można się bardzo wzruszyć z powodu nieoczekiwanego spełnienia marzenia. Opera,  most i  centrum miasta lśniące w pomarańczu zachodzącego słońca.

Wracając wstąpiliśmy na orzeźwiający dżin z tonikiem. Na wielkim telebimie prezentowali rozgrywki australijskiego footballu. Zakochałem się w tym sporcie. Obcisłe i kuse stroje oraz muskulatura graczy robią swoje. (zobaczcie ostatni fragment filmu poniżej). Przy barze, Australijczycy, początkowo wydają się grubiańscy… Papierosa musieliśmy palić 25 stóp od budynku, ale nie wiedzieliśmy ile metrów to jedna stopa.

Musical

Zjedliśmy kolację i szybkim marszem poszliśmy do teatru narodowego w Sydney.  Budynek jest zabytkiem australijskim, jest miejsce pokazu filmów, teatru i musicali. Gotyckie wnętrza, drugi największy na świecie kryształowy żyrandol i organy robią wielkie wrażenie.

Nie mniejsze wrażenie robi popcorn, piwo w plastikowych kubkach i lody, które jedzone są nie tylko w foyer, ale też podczas spektaklu! To był jeden z największy kulturowych szoków jakie przeżyłem. Georgy Girl to brytyjski, nominowany do Oskarów film z 1966 roku. Jest opart na noweli Margaret Forester. Tyłową piosenkę zaśpiewał zespół The Seekers. The Seekers to legenda brytyjskiej i australijskiej muzyki popularnej. Ich sławę można porównać do The Beatles. Musical Georgy Girls opowiada historię Australii przez pryzmat historii grupy muzycznej. Jest w nim wiele nawiązań do kultury australijskiej, z dość dużym poczuciem humoru. Premiera spektaklu miała miejsce 6 kwietnia, zaledwie półtora miesiąca wcześniej.

Spektakl był widowiskiem dobrze wyreżyserowany, z nieco kulawym scenariuszem i scenografią. Jednak największą wartością były dla mnie nawiązania do historii i kultury Australii, która jest przecież bardzo młodym państwem. Interesujące były też reakcje publiczności, które świadczyły o jej dystansie do stereotypów na swój własny temat. Rewelacyjna gra aktorska i … nagłośnienie. Zapewne z uwagi, że sena jest jednocześnie salą kinową, miałem wrażenie, że dźwięk jest przestrzenny. Pamiętam wizytę w łódzkim Teatrze Muzycznym po długim remoncie. Jeśli chodzi o aktorów nie mamy na co narzekać, natomiast jeśli chodzi o technikę. Niebo i ziemia!

Kojarzycie scenariusz typowego polskiego koncertu lub benefisu? Wesoło, nostalgicznie, wesoło, smutno, wesoło, a na sam koniec ckliwie. Wszyscy aktorzy wychodzą na scenę i śpiewają „Niech żyje bal”, wstaje też publiczność, co niektórzy płaczą. Okazało się, że to nie tylko polska specyfika. Zdziwiło mnie to bardzo, że zakończenie było identyczne w Sydney State Theater. Aktorzy zaśpiewali drugi hymn Australii. I am Australian. Było naprawdę wzruszająco, bez maniery i zadęcia. Na filmie poniżej możecie wysłuchać klasyki Australijskiej. Zwróćcie uwagę na sąsiedztwo utworów: I am Australian, Waltzing Matilda (kolejny aussie-klasyk), Georgy Girl i hymn Australii. To daj pojęcie jak ważne są dla nich te trzy piosenki i The Seekers.

Tekst piosenki I am Australian napisanej w 1987 roku przez Seekersa – Bruce`a Woodley`a:

I came from the dreamtime
From the dusty red soil plains
I am the ancient heart
The keeper of the flames
I Stood upon the rocky shore
I watched the tall ships come
For forty thousand years I’ve been the first Australian

I came upon the prison ships
Bound down by iron chains
I fought the land
Endured the lash
And waited for the rains
I’m a settler
I’m a farmers wife
On a dry and barren run
A convict then a free man
I became Australian

I’m a daughter of a digger
Who sought the mother load
The girl became a women
On the long and dusty road
I’m a child of the depression
I saw the good time come
I’m a bushy I’m a battler
I am Australian

We are one
But we are many
And from all the lands on earth we come
We’ll share a dream
And sing with one voice
I am, you are, we are Australian

I’m a teller of stories
I’m a singer of songs
I am Albert Namatjira
And I paint the ghostly gums
I’m Clancy on his horse
I’m Ned Kelly on the run
I’m the one who waltzed matilda
I am Australian

I’m the hot wind from the desert
I’m the black soil of the plain
I’m the mountains and the valleys
I’m the drought and flooding rains
I am the rock
I am the sky
The rivers when they run
The spirit of this great land
I am Australian

We are one
But we are many
And from all the lands on earth we come
We’ll share a dream
And sing with one voice
I am, you are, we are Australian

We are one
But we are many
And from all the lands on earth we come
We’ll share a dream
And sing with one voice
I am, you are
We are Australian

I am, you are
We are Australian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *