#dookołakuli: dzień 14. – Bielizna, Bondi i kij baseballowy

Dotychczas jedynym moim namacalnym kontaktem z Australią była bielizna. Od wielu, wielu lat jedną z moich ulubionych firmy produkujących bieliznę jest właśnie ta, do której wielokrotnie wykorzystywano legendarną plaże Bondi w materiałach reklamowych.

Firma nazywa się Aussiebum i jest jedna jedną z najbardziej znanych marek australijskich na świecie. Ponadto, producenci są dumni z swojego pochodzenia.  Ponoć właśnie tej firmy spodenki kąpielowe noszą australijscy ratownicy.

Rano, jak to w Sydney, niespiesznie wybraliśmy się w kierunku plaży. Po drodze wypiliśmy kawę i zjedliśmy pyszne ciasteczko bananowe. Przypomnę, że w maju w Australii panuje jesień, więc na plaży nie było ciepło. Nie odważyłem się wykąpać, ale temperatura do opalania była idealna

Bondi Bay
Bondi Beach w 1900 roku

Plaża, choć bardzo sławna, wielkiego wrażenia nie robi. Zrobiliśmy sobie nielegalną sesję topless i po nielegalnym wypaleniu kilku papierosów postanowiliśmy udać się do hostelu, szukać dobrego miejsca na wieczór.

Oczywiście nie muszę wspominać, że opalanie ciała bez górnej części kostiumu oraz palenie na plaży jest surowo zabronione. Ot, to Australia.

Bondi Beach
Bondi Beach
Bondi Beach
Bondi Beach, mewy, albatrosy lub inne ptaki

Po opróżnieniu butelki wódki (tylko jednej, w dwie osoby) wybraliśmy się na tak zwany dancing. Po drodze młodzi ludzie zaczepiali, nie było w tym agresji, ale było to jakieś takie nieokrzesane.

Trafiliśmy przypadkiem do klubu, w którym odbywał się wieczór kizomby. Wyglądało to bardzo zmysłowo. Właściwe każda z obecnych tam osób umiała ten taniec zatańczyć, więc ilość par poruszających się w tym zmysłowym tańcu potęgowała wrażenie.

Chcieliśmy wejść również do dwóch innych miejsc jednak w pierwszym Pan zaproponował, abyśmy coś zjedli  (?!), a w drugim wprost poinformował nas, że nas nie wpuścić z uwagi na upojenia alkoholowe. B. dostała kulturowym kijem baseballowym w głowę i straciła na chwilę przytomność. Nie byłoby w tym nic nienormalnego, gdyby nie to że nie byliśmy pijani. Po prostu mieliśmy dobry humor i się uśmiechaliśmy. Ot, to Australia.

Próbując otrząsnąć się po porażce, wróciliśmy do spotkania z kizombą i zamówiliśmy gin z tonikiem.

Wyobraźcie sobie gdyby prawo zaczęło być przestrzegane w Polsce? Alkoholu nietrzeźwym nie sprzedajemy. Na ulicach doszłoby do zamieszek. A co gdyby nie wpuszczali do klubów nietrzeźwych?

Zniesmaczeni nocnym życiem Sydney legliśmy na naszych piętrowych lożach, w pachnącym nieumytymi stopami pokoju hostelowym.

Czekał nas najdłuższy dzień naszego życia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *