Jeden dzień w Amsterdamie

Jeden dzień w Amsterdamie
Jeden dzień w Amsterdamie

Wstawanie w środku nocy nie należy do moich ulubionych zajęć. Jednak mając perspektywę lotu samolotem, czemu nie? Perspektywa dodaje energii.

Do Katowic dojechałem sprawnie. Lotnisko w Pyrzowicach widziałem już po raz drugi. Potwierdzam, to najbrzydsze lotnisko jakie dotychczas odwiedziłem w Polsce. Na piętrze można skorzystać z tarasu widokowego, ale… trzeba zapłacić złotówkę. Opłaty pobiera specjalna maszyna z bramką. Oszustom uniemożliwia przejście. Grunt to gościnność. Warto by zarząd portu lotniczego przeznaczył część dochodów na płyn do mycia szyb. Czy ktoś wie jakie to samoloty stoją na lotnisku, w jego zachodniej części?

Lot minął szybko. Obudziłem się w Eindhoven. Lotnisko (EIN) bardzo mi odpowiadało, było przejrzyste i czyste. Czas dojazdu (półtorej godziny) nie jest porównywalny z dojazdem do centrum Amsterdamu z lotniska Schiphol, ale za to lot do EIN kosztuje niecałe sto złotych w dwie strony.

Po drodze można zobaczyć słynne holenderskie młyny. Na pierwszy rzut oka Amsterdam zachwyca nowoczesną architekturą. Zwłaszcza okolice centralnego dworca kolejowego.

Zobacz też: Oslo, które miało kosztować 12 złotych

Amsterdam nazywany jest Wenecją Północy. Teraz już wiem, że porównanie dotyczy tylko kanałów. Poza tym to dwa totalnie różne miejsca.

Po przejściu kilkunastu mostów doszedłem do Rijksmuseum. Mojego głównego celu podróży. Po polsku to po prostu Muzeum Narodowe. Rocznie odwiedza to miejsce blisko dwa i pół miliona osób. Budynek muzeum był zaprojektowany przez Pierre`a Cuypersa i otwarty w 1885 roku. Od południowej strony znajduje się dzielnica muzeów oraz jeden z najbardziej znanych miejsc do wykonywania selfie – Jestem Amsterdam.

Zaraz przy wejściu do muzeum można podziwiać jeden z autoportretów Van Gogha. Artysta nie malował ich z powodu samouwielbienia. Traktował je jako studium koloru i techniki.

Sala sław znajduje się wyżej. Można ją zwiedzić również dzięki Google Street View.

Hol otwiera jeden z najbardziej znanych obrazów świata – Nightwatch Rembrandta1. Przyznam, że obrazu nie poznałem wcześniej. Nie zrobił na mnie też większego wrażenia, poza rozmiarem. Sądząc ile osób się mu przypatrywać, informacje o sławie należy potraktować poważnie.

Two Mothers, Frans Stracké, 1893 rok
A Windmill on a Polder Waterway, Known as ‘In the Month of July’, Paul Joseph Constantin Gabriël, około 1889 roku
The Threatened Swan, Jan Asselijn, około 1650 roku

Vermeer

Był malarzem ciszy i światła. Światło zostało w jego obrazach.
Reszta jest milczeniem2

Inspiracja mojej podróży do Amsterdamu. Jan Vermeer van Delf. Ulubiony malarz Wisławy Szymborskiej. Jedna z popularnych dziennikarka nakręciła film dokumentalny o podróży Szymborskiej do Holandii, żeby zobaczyć Mleczarkę3. Wtedy pierwszy raz też ja zobaczyłem jego obrazy. Nie mogą nie zachwycać. Są perfekcyjne. Są dowodem na to, że technika nigdy nie doścignie sztuki. Dziś możemy przenieść się do wirtualnego świata zakładając hełm. Patrząc na obrazy takich mistrzów jak Vermeer, hełmu nie musimy wkładać.

Ostatnio przekrojowa wystawa obrazów Vermeera odbyła się w Luwrze. Niestety zabrakło mi wtedy czasu na na jej zwiedzanie.

W Amsterdamie zobaczyłem tylko trzy jego obrazy; Mleczarkę, Kobietę w błękitnej sukni i Uliczkę. Każdy z nich zachwyca na swój sposób. Ostatni jest pejzażem, błękitna suknia nadaje słowu “błękit” nowy wymiar, a w pierwszy wygląda jak zatrzymana klatka filmu, gdzie jedynym dynamicznym elementem jest przelewające się mleko.

Wisława Szymborska napisała w 2009 roku wiersz będący inspirację Mleczarką Vermeera 4.

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.

Ona „coś robi dla świata”, powiedziała Szymborska o mleczarce. Stojąc przed obrazem stwierdziła „no to wyjmujemy nóż i wycinamy”.

Napisała jeszcze jeden wiersz zainspirowany Vermeerem – Pochwała snów5.

Vermeer żył 43 lata, pozostawił po sobie 34 dzieła. Najwięcej znajduje się w Europie, pozostałe w Stanach Zjednoczonych. Ubolewam, że nie zobaczyłem Dziewczyny z perłą. Gdybym został w Holandii jeszcze choć jeden dzień, mógłbym pojechać do Hagi, żeby zobaczyć Mona Lisę północy.

Pejzaże

Zaraz po wyjściu z sali sław, trafiłem do kuluarów, gdzie zobaczyłem wiele innych dzieł, które mnie zachwyciły. Przede wszystkim były to pejzaże Gerrita Adriaenszoona Berckheyde. Zobaczyłem dwa obrazy: View of the Golden Bend in the Herengracht6 oraz The Golden Bend in the Herengracht, Amsterdam, Seen from the West7. Pejzaże przedstawiają nowo pobudowane kamienice wzdłuż zakola kanału. Była to najbogatsza część amsterdamskiej dzielnicy Heregracht. Stąd nazwa złoty zakręt.

The Golden Bend in the Herengracht, Amsterdam, Seen from the West
Złoty Zakręt w Herengracht, Amsterdam, widziany z zachodu

Pierwszy raz zdarzyło mi się, że najpierw zobaczyłem pejzaż w filmie, a potem na żywo w muzeum. Kilka lat temu obejrzałem znakomity film Toma Hoopera Danish girl. Film nie tylko był gratką historyczną oraz opowieścią o dramatycznych losach osób transseksualnych w latach dwudziestych XIX wieku, jednak z mojego punktu widzenia był majstersztykiem wizualnym. Nie pamiętam filmu, który tak malarsko pokazywał pejzaże, najczęściej miejskie. Pejzaże z tego filmu zobaczyłem w obrazach Berckheyde`a. Zdjęcia do Danish girl stworzył Danny Cohen, znany z Les Misérables czy z The King`s Speech. Oczywiście Hooper kręcił przede wszystkim w Kopenhadze, nie w Amsterdamie8. Jednak to właśnie pejzaże Amsterdamu wykonane przez Berckheyde tak silnie kojrzaą mi się z tym filmem.

#szuflandia #rijksmuseum

Post udostępniony przez @dookolakuli

Muzeum Van Gogha

Nieopodal Rijksmuseum znajduje się muzeum Vincenta Van Gogha. Muzeum zawiera największą kolekcję obrazów tego malarza. Zobaczyłem tam między innymi Słoneczniki i Kwitnący migdałowiec.

Słoneczniki są tak żółte, że w świetle jakie zaprojektowali architekci muzeum, wydają się świecić. Kwitnący migdałowiec jest wyrazem fascynacji Van Gogha sztuką japońską. To jeden z moich ulubionych obrazów Van Gogha.

Muzeum Van Gogha

Muzealnie, najbardziej interesujące było przedstawienie warsztatu Vincenta. Mogłem pod mikroskopem zobaczyć drobiny piasku, które przez przypadek znalazły się w farbie artysty, kiedy ten malował na plaży.

Post Scriptum

Kocham jeść i ciekawi mnie wszytko co związane jest z jedzeniem. Realizacji takiego pomysłu nie byłbym w stanie sobie wyobrazić. Knajpa z fast food najgorszej jakości zrobiła wystawę kanapek. Podchodzisz, wrzucasz dwa euro i otwierają się drzwiczki, wyjmujesz kanapkę. Trochę tak jak w miniaturowym prosektorium. Od czasu do czasu kucharz wyjmuje mięso z kanapki, podgrzewa je we fryturze i wystawia na pokaz ponownie… Nie spróbowałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *