Do Szczecina

Jedna z kamienic szczecińskiej starówki

Szczecin. Polecieliśmy, wykorzystując cztery dni wolnego we wrześniu. Nie mogę zagrzać miejsca w domu i spędzić weekend w Łodzi. Czemu nie skorzystać z tanich lotów Ryanaira i polecieć gdzieś? W pierwszym momencie pomyślałem o Gdańsku. Jednak w Gdańsku byliśmy już nie raz, nie dwa. Pozostał Wrocław i Szczecin. Wybrałem Szczecin. Nigdy w Szczecinie nie byliśmy.

Szczecin – Goleniów. Port lotniczy.

Lot z warszawskiego Okęcia trwa około czterdziestu pięciu minut. Już widać, że szefowi Ryanaira znowu zaczyna zależeć na utrudnieniach w podróżowaniu. Niegdyś przy jednej rezerwacji zawsze siedzieliśmy razem. Teraz, po raz pierwszy system nas rozsadził. Nie poddam się, mogą nawet wprowadzić płatną toaletę i tak będę latać. Ceny biletu są tak niskie, że mogą odwołać jeszcze tysiąc lotów, a i tak będę ich lubić.

Lot był bardzo przyjemny, po wyjściu z bardzo kameralnego lotniska w Goleniowie chciałem od razu skierować się na stacja kolejową nieopodal terminalu. Okazało się, że stacja kolejowa co prawda istnieje, ale żeby z niej skorzystać, trzeba mieć dużo czasu. Kursy odbywają się zbyt rzadko. W trakcie naszego pobytu, trzy, cztery razy dziennie. Są niedostosowane do rozkładu lotów.

Na szczęście konkurencja nie śpi i do Szczecina dojechaliśmy autobusem. W drodze mialiśmy rozległe lasy. Goleniów położony jest mniej więcej w połowie drogi między Szczecinem, a Międzyzdrojami.

Jak Młode Wilki

Przypomniał mi się film mojej młodości. Młode Wilki. Przygody przestępców ze Szczecina oglądałem wtedy z zapartym tchem. Próbowaliśmy nawet znaleźć jakieś lokalizacje filmowe w mieście. Jednak coraz trudniej skorzystać dziś z Internetu. Wchodzimy na stronę znanego radia, a tam tytuł. Treści trzy zdania. Reklama. Galeria zdjęć, których nie można otworzyć, reklama. Linki sponsorowane. Linki pokrewne. Lokalizacji nie znaleźliśmy. Pozostała nam wyobraźnia.

Dobre wrażenia

Szczecin zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nie poleciałem tam oczywiście, bo chciałem odwiedzić to miast. Loty były po prostu tanie. Tak zdarza się kolejny raz, nie mam żadnych oczekiwań, a okazuje się, że jestem bardzo zadowolony z miejsca, które odwiedzam. Podobnie było z Tokio. Tak teraz było ze Szczecinem.

Choć architektura miasta w licznych miejscach podziurawiona jest plombami powojennymi, to budynki które przetrwały drugą wojną światową są tak pięknie odrestaurowane, że jest co podziwiać. Odwiedziliśmy też Cmentarz Centralny. Jest to największy cmentarz w Polsce, służy nie tylko jako miejsce pochówku, ale również jako park.

W Szczecinie zwracają uwagę niedobitki komunizmu – ulica obrońców Stalingradu,  pomnik upamiętniających tych samych żołnierzy, socrealistyczne rzeźby.

Z drugiej strony widać też wiele osób w tak zwanej odzieży patriotycznej. Spotkaliśmy “narodowe” graffiti. Być może koszulki z orzełkiem są po prostu częstsze w całej Polsce, a ja za rzadko wychodzę na ulice?

Z pewnością na ulicach Szczecina można spotkać dużo więcej ludzi ubogich niż w mojej Łodzi. Jednak czuliśmy się tam bezpiecznie. Sklepy z alkoholem są dość specyficzne. Funkcjonują w formie wolno stojących kiosków.

Filharmonia

Wiśnią na torcie był budzik Filharmonii imienia Mieczysława Karłowicza. Architektura tego budynku jest warta przyjazdu do Szczecina. Nowa siedziba Filharmonii to projekt katalońskiej pracowni architektonicznej Barozzi/Veiga. Ich inne projekty staną się z pewnością listą moich kolejnych podróży.

Wnętrze filharmonii wypełniała wystawa Stefana Krygiera z okazji 100 lat awangardy w Polsce. Jak dla mnie – ekspozycja powinna pozostać tam na stałe. Idealnie współgrają z architekturą wnętrza. Dodawała jej jeszcze większej przestrzeni i animuszu! Takiego budynku jaki ma szczecińska filharmonia nie powstydziłby się Nowy Jork.

Zobacz też: Sala neoplastyczna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *