Brugia na pięć godzin

Camille Pissarro (1830–1903), Le Pont de la Clef à Bruges

W niedzielne popołudnie wybrałem się na jednodniową wycieczkę do Brugii w Belgii. Bilety do lotniska na południe od Brukseli kupiłem za niecałe sto złotych. Później pozostało mi już tylko dokupić przejazd autobusem Flibco z lotniska Charleroi (CRL, Brussels South Charleroi Airport) do Brugii. Noc spędziłem w typowym belgijskim hotelu robotniczym, pozostałością tak zwanej Formuły 1. Po wylądowaniu, była godzina dwudziesta, czekał mnie półtoragodzinny spacer przez Charleroi, a dokładniej po dzielnicy Gosselies. Szkoda, że nie spacerowałem w ciągu dnia, ponieważ już w wieczornym widoku stwierdziłem, że Gosselies jest urocze.

Hotel był dość obskurny. Łazienki i toalety były czymś na kształt kontenerów, lepiej było ich unikać. Za to obsługa była bardzo pomocna. Początkowo myślałem, że oddalenie o sześć kilometrów od lotniska nie jest wielkie, ale podczas grudniowego poranka następnego dnia poddałem się i zamówiłem taksówkę. Gdybym zamówił ją sam, zapłaciłbym dwadzieścia euro, dzięki obsłudze hotelu było to tylko dziesięć.

Brugia

Brugia jest mała i przepiękna. Nie przypomina Wenecji. Pewnie dlatego, że nie została zniszczona podczas pierwszej i drugiej wojny światowej przypomina czeską Pragę. Małe uliczki, małe domki, jak na Złotej Uliczce na praskich Hradczanach. Brugię nazwałbym Złotą Uliczką w wersji makro.

Niestety miasteczko zwiedzałem w poniedziałek, kiedy wszystkie muzea są zamknięte. Skąd się wziął zwyczaj zamykania muzeów w poniedziałki?

Jedzenie

Jak mogłem nie spróbować belgijskich frytek? Były dużo lepsze niż te w Brukseli. W Brugii sprzedawano je z kolorowego wozu, przypominał mi ten z filmu Danego Boona Nic do oclenia z 2010 roku.

Czas kiedy odwiedziłem to miasteczko we Flandrii przypadał na okres licznych, przedświątecznych jarmarków. Jak na każdym można było zjeść kapustę i kiełbasę. Nie żałowałem sobie. Jednak kolejny raz okazało się, że najlepsze kiełbasy są w Polsce.

Z lotniska CRL autobusem Flibco można dotrzeć również do Lille we Francji, Luksemburgu. Jestem pewien, że to nie moja ostatnia wyprawa do CRL.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *