48 godzin w Marrakeszu

Wszystko jak zawsze zaczęło się od biletu. Tym razem była to anulacja biletu relacji GDN-WMI. Ryanair w drugiej połowie zeszłego roku przeprowadzał masowe anulacje. Dzięki temu otrzymałem bon od linii lotniczej do wykorzystania na jakiekolwiek inny lot. Skorzystałem. Kupiłem bilet do Marrakeszu!

Wylatywałem z Warszawy z przesiadką w Bergamo (BGY), w drodze powrotnej przesiadkę miałem w Santander (SDR).

Przedpołudnia we Włoszech postanowiłem nie spędzać w galerii handlowej przy lotnisku w Bergamo. Wyszedłem na wycieczkę do miasteczka. Teraz już wiem, że na to urokliwe miejsce trzeba poświęcić co najmniej jeden dzień. Lotnisko i materiały promujące Bergamo działają świetnie. To jest przykład, z jakie powinien być brany przez każdą mniejszą miejscowość przy której położone jest „tanie lotnisko”.

Bergamo

Lotnisko w Bergamo

Zobacz też: Dwie noce na lotnisku Moss w Rygge.

Przy okazji kupiłem (jak zawsze zbyt dużo) włoską wędlinę. Zjadłem prawie wszystko jeszcze przed wejściem do samolotu relacji Bergamo-Marrakesz. Uwielbiam włoską mortadelę.

Jest 16, wstałem dziś o o 3:14 i jestem już prawie w Afryce. Ryanair posadził mnie na miejscu 14, a nie ma tu okna. Za pół godziny lądowanie, siedzą obok emerytowanych Włosi. Mąż kicha w obie dłonie zasłaniając całą twarz. Kolejny raz zapomniałem wziąć antyseptyku, ale na szczęście zaszczepiłam się przeciwko grypie. Mam nadzieję że przyprawy Maroka zabiją wszystkie wirusy. Nie tylko on kicha, prycha cały samolot do Maroka. Jest wesoło, obsługa biega jak szalona sprzedając perfumy, wody perfumowane. Marokańczycy chyba lubią pachnieć. Pan około pięćdziesiątki smaruje się intensywnie roll-on, nawet po ubraniu. Są bardzo sympatyczni na pierwszy rzut oka. Mają ładne, tajemnicze, głęboko osadzone oczy.

Witaj Marrakesz – godzina 0

Marrakesz przywitał mnie bajeczną pogodą. Słońce i temperatura blisko 20 stopni Celsiusza. Aż chce się żyć. Pełen optymizmu wyszedłem do terminala, a tam czekała mnie niemiła niespodzianka. Ogromna kolejka do kontroli paszportowej. Sześćdziesiąt minut czekałem w kolejce do kontroli paszportowej.

co sprytniejsi Marokańczycy próbowaliśmy jeszcze przepychać nigdy nie widziałem tak długiej nigdy nie stałem tak długo w kolejce po przylocie Myślałem że najdłużej czeka się w kolejce na granicy ze Stanami Zjednoczonymi w Nowym Yorku nie w Marrakeszu po wyjściu z lotniska długo maszerowałem najpierw do ogrodów manera lotnisko jest nowe i Dość ładne spokojne otoczenie parterowym i kwiatami krzakami i różowych róż nie pamiętam kiedy po raz pierwszy ostatnio widziałem kwitnące róże w styczniu poza tym fragmentem droga była bardzo monotonna dobrze że był to dzień No co mnie jest z pewnością bezpiecznie ogród jest bardzo duży to tak naprawdę ogród Dziwny jesteś tylko w Marrakeszu To aż dziwne że to to to aż dziwne że utrzymują tak w centrum miasta po środku manner znajduje się sztuczny zbiornik wodny po jednej stronie wybudowano w budynek mogący służyć za dom letni po drugiej stronie jest niewielki amfiteatr z którego można podziwiać ogród z którego tle widać przy dobrej pogodzie Atlas mnie nie było to wtedy dane

Moja pierwsza wizyta w ogrodach Menara, zaraz po przylocie. Ogród dosłownie graniczy z lotniskiem.

Jak bardzo gejowski jest Marrakesz?

Jedną z najbardziej popularnych atrakcji Marrakeszu jest muzeum YSL.

Nie miałem zielonego pojęcia o tym, że Marrakesz upodobał sobie Yves Saint Laurent. Francuski projektant mody odpoczywając od pracy przylatywał do Marrakeszu, do własnej willi. Dzięki niemu Maroko stało się popularnym miejscem wypoczynku.

But I also know that I will never forget what I owe you and that one day I will join you under the Moroccan palms

Pierre Bergé, wieloletni partner YSL podczas pogrzebu

W 1983 roku, Saint Laurent był jako pierwszy projektant mody uhonorowany wystawą swoich projektów w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.

W drodze z ogrodów Menera do hostelu minąłem Meczet Koutoubia. Wieczorem okalający park jest miejscem wypoczynku i zabawy dla mieszkańców Marrakeszu. Zwróćcie uwagę na pomysłowo zakamuflowane głośniki w sztucznych palmach.


Dżami al-Fana robi wrażenie. Tętni życiem. Niestety jest to również miejsce dziesiątek „typowo” marokańskich kiosków z jedzeniem. Nie dałem się nabrać. Z doświadczenia wiem, że im bardziej mnie zachęcają, tym bardziej fałszywa jest oferta restauracji. Na rynku można oglądać … dzikie węże, tancerzy, bębniarzy… chcąc zrobić zdjęcie od razu zostałem wyłapany z tłumu do uiszczenia opłaty. Zmyłem się stamtąd szybko.

Po kilku minutach spaceru trafiłem do prawdziwego marokańskiego Starbucksa. Klimat niesamowity. Dostałem kawę pełną aromatu, i przepysznego, ciepłego pączka. Można było zamówić też zupę. Niestety nie oferowali jednorazowych sztuców, więc zrezygnowałem jedzenia drewniana łyżką.

Okolice mojego hostelu. Meczet Kasbah. Niestety nie udało mi się wejść do środka. Jako miejsce do noclegu – polecam.

Na jednej z uliczek z zainteresowaniem obserwowałem jak wygląda mięsny w Maroku. Na tyle sklepu są klatki z kurczakami. Podchodzi klient, prosi o pierś z kurczaka. Kurczak jest ogłuszany (?), zabijany (?) i wkładany do maszyny, która w kilkadziesiąt sekund pozbawia zwierzęcia opierzenia. Następnie jest krojony, pakowany i jest gotowy do rosołu.

Godzina 24

Drugi dzień zacząłem od zwiedzania największego w Maroku cmentarza żydowskiego. Położony jest w dzielnicy Mellah.

Znalazłem też restaurację z marokańskim jedzeniem. Wybrałem ją z uwagi na spokojne położenie na dachu „centrum handlowego”. Z jedzenia nie byłem do końca zadowolony.

Godzina 48

W dzień wylotu zdążyłem zwiedzić Pałac Bahia

Z pałacu zamówiłem taksówkę, która zawiozła mnie po raz trzeci do ogrodów Menera. Udało się wreszcie zobaczyłem góry Atlas!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *