Spóźniłem się na Galapagos

Wycieczka na Galapagos w stylu budżetowym może brzmieć jak oksymoron, ale postanowiłem tam spędzić sześć dni własnie w ten sposób.

Bilety do lotniska Seymour (GPS) na wyspę Baltra kupiłem za 2900 złotych, około dziesięć miesięcy przed odlotem. To dość dobra cena, biorąc po uwagę, że średnio bilet na Galapagos kosztuje 4500-5000 złotych.

Podróż na wyspy żółwie odbyłem w połowie stycznia 2019 roku.

Dzień pierwszy

Przed wylotem z Guayaquil (GYE) trzeba opłacić frycowe 20 dolarów za… nie wiem za co. Inaczej do samolotu nie chcieli mnie wpuścić. Dostałem za to piękna pocztówkę. Nazwijmy tę opłatę „frycowe”.

Wyspa Baltra

Przyleciałem do lotniska Seymour tuż przed południem. Żeby przekroczyć “granicę Galapagos” musiałem zapłacić sto dolarów. Dostałem paragon fiskalny. Tym razem wiedziałem za co płacę – opłata za wstęp do Parku Narodowego Galapagos. Potem kolejne stoisko. Bilet z lotniska do kanału Itabaca – pięć dolarów. Przeprawa przez kanał jeden dolar.

Od lewej: wyspa Santa Cruz, kanał Itabaca, wyspa Baltra (dawne miejsce stacjonowania wojsk amerykańskich).

Wyspa Santa Cruz

Miejscowość Porto Ayora

Potem musiałem zakupić kolejny bilet na autobus do największego miasta wyspy Santa Cruz – Puerto Ayora położonego na południu wyspy.

Podsumowanie wydatków na start

  • frycowe: 20 USD
  • opłata za wstęp do parku narodowego: 100 USD
  • transfer z lotniska GPS do Puerto Ayora: 11 USD

Suma: 131 USD

Zatoka Tortuga

Szybko znajduję gościniec i biegnę w strugach rzęsistego deszczu nad zatokę Tortuga.

Po drodze pierwszy raz widzałem drzewa kaktusowe. Pień przypomina łodygę sosny, a koronę stanowią “typowe kaktusy”. Po drodze czuje smórd zoo. O! mówiłem, będą zwierzątka. Zwierzątka spotykam dopiero następnego dnia.

Ścieżka nad zatokę Tortuga

Plaża zatoki była zalana deszczem. Do tego stopnia, że zastanawiałem się czy warto w ogóle wchodzić do wody.

Cztery godziny po przylocie do GPS

Byłem okropnie zmęczony, choć adrenalina robiła swoje,  więc skakałem z radości i pytałem ludzi – Gdzie te żółwie?! Żółwi nie było.

Cały wieczór również leło. Biorąc pod uwagę blisko 90-procentową wilgotność, zastanawiałem się czy będę w stanie wysuszyć ubrania.

Dzień drugi

Wstałem o godzinę zbyt wcześnie. Mój Samsung nie wykminiał czasu Galapagos. Minus godzina w porównaniu z GYE. Czekałem więc cierpliwie na prom na wyspę San Cristobal. Bilet kupiłem dzień wcześniej w jednej z okolicznych agencji.

W porcie widzę pierwsze zwierzątko. Pelikan?

O piątej nad ranem wszystko było jeszcze zamknięte. Zjadłem ostatki z saloniku warszawskiego Chopina.

Podróż łódką zapowiadała się świetnie. Lubię turbulencje w samolocie, więc początkowo byłem  w świetnym nastroju. Jednak po półtorej godzinie, kiedy jeden z pasażerów zaczął wymiotować, zacząłem żałować, że wcześniej nie wziąłem tabletki na nudności.

Wyspa San Cristobal

Jeden z wielu lwów morskich przy porcie miejscowości Puerto Baquerizo Moreno. Ten wyjątkowo chętnie pozował do zdjęcia. Zwrócie też uwagę na krople deszczu. Tak pada na Galapgos.

Stolica prowincji Galapagos – miejscowość Puerto Baquerizo Moreno

Plaża Mann

Zaraz po zalogowaniu do kwatery uciekam na plażę Mann. Jest zaledwie kilka minut pieszo od przystani portowej. Tam prawie pływałem z lwami morskimi. Jednego znalazłem nawet w przebieralni.

Plaża Punta Carola

Popołudniem, po krótkiej drzemce przespacerowałem się przy porcie, gdzie można zobaczyć zarówno lwy morskie, ptaki, iguany i różnego rodzaju skorupiaki.

Po popołudniowej drzemce, odwiedziłem kolejne plaże San Cristobal. Skierowałem się do plaży Punta Carola oraz punktu widokowego Mirador Cerro Tijeretas.

W drodze powrotnej zwiedziłem muzeum Galapagos (Centro de Interpretación de San Cristóbal). Najciekawsze były zdjęciach satelitarne z przed dwudziestu- i więcej lat, ale o tym w podsumowaniu.

Napotkałem też stoiska z ulicznym jedzeniem (pierwszy i ostatni raz na Galapagos). Jedzenie na ulicy, to jest to co lubię najbardziej. Najbardziej smakował mi grillowany banana z serem w środku.

Dzień trzeci

Rano wynajmuję rower za dwadzieścia dolarów i wybieram się na wycieczkę na plażę Puerto Chino. Pierwotnie myślałem, że to miejscowość i jest tam woda. Po 25 kilometrach na rowerze górskim, z czego 10 kilometrach stale pod górę, moja butelka była już pusta. Przeraziłem się powrotem, bez wody i jedzenia.

Wulkan El Junco

Peurto Chino

Na plaży nie zabawiłem długo. Zaatkowały mnie wyjątkowo agresywne muchy końskie, a nie zabrałem ze sobą repelentu.

Plaża Puerto Chino

W trakcie powrotu udało mi się ostatkiem sił dojechać do restauracji. Jednak okazało się, że jest opuszczona. Na podłodze leżał przejrzały banan. Ukradłem i zjadłem. Byłem bardzo zrezygnowany, myślałem o zatrzymaniu taksówki.

Na szczęście kilka minut później usłyszałem muzykę i znalazłem się w przepięknej restauracji. Odwiedzcie to miejsce chociażby z uwagi na przepiękny ogród.

Dzień czwarty

Rano przedostałem się łodzią z powrotem na wyspę Santa Cruz, podróż pomiędzy jedną i drugą wyspą trwa około dwóch godzin. Tym razem wziąłem tabletkę hydroksyzyny i wybrałem lepsze miejsce. Najlepsze miejsca są na rufie.

Instytut Darwina

W Puerto Ayora nie marnowałem czasu. Poszedłem odwiedzić Insytut Darwina, gdzie od wielu lat funkcjonuje program ochrony nad żółwiami z Galapagos. Ginące gatunki są zabierane pod ochronę, gdzie podejmowane są próby powiększenia ich populacji.

Wyspa Isabela

Miejscowość Puerto Villmill

Po dwóch godzinach podróży motorówką znalazłem się w Puerto Villmill. To jedyna miejscowość na wyspie. Północ Isabeli jest nieosiągalna zarówno dla mieszkańców jak i turystów.

Za wejście na wyspę uiszcza się opłatę dziesięciu dolarów. Nie wiadomo za co. Po drodze z portu napotkałem najpierw wygrzewające się w słońcu iguany, potem pobocza zasypane śmieciami.Niepokojący widok. To dziesięć dolarów na pewno nie jest przeznaczane na ochronę środowiska.


Puerto Villmill, port

Resztę dnia spędziłem na plaży. Zakupiłem też bilet na wycieczkę, podczas której można było zobaczyć wulkan Sierra Negra

Dzień piąty

Wulkan Sierra Negra

Wstałem przed siódmą. Autobus nie przypominał żadnego środka transportu jakim dotychczas jechałem. Była to ciężarówka z platformą, na której przymocowane były siedzenia. Po kilkudziesięciu minutach dojechaliśmy do szlaku pieszego wulkanu Sierra Negra.

Po około godzinnym marszu zobaczyłem ogromny, czynny wulkan oraz jeden z jego kominów, który nazwano Chico. Kalder wulkanu ma wymiary 7 na 10,5 kilometra. Na przeciwstawnym krańcu widać było kłęby gazu. Po drodze do Chico pierwszy raz spotkałem żółwia na wolności. Okazało się, że to jednak możliwe na Galapagos. Przewodnik powiedział nam, że zdarza mu się to raz na pięć lat.

Dzień szósty

Wyspa Santa Cruz

Miejscowość Peurto Ayora

Zatoka Tortuga

Rano wróciłem do Peurto Ayora i resztę dnia spędziłem wylegując się na plaży zatoki Tartuga. Obserwowałem Iguany przechodzące z jednej strony plaży na drugą.

Powrót

Do Europy wracałem tą samą drogą, którą przybyłem na Galapagos, jednak miałem cały dzień na zwiedzanie Guayaquil i Bogoty. To drugie miast bardzo przypadło mi do gustu. W obu miejscach bez problemu działa Uber.

Guayaquil, Ekwador

Bogota, Columbia

https://web.facebook.com/dookolakuli/posts/2180109995402596?xts__%5B0%5D=68.ARAqmi33sBsFyUhRgKOXo2R1MT7VvtBIVZ6NGYJBBhaV9fObf8Rpi1s2g0LW8U48LE2q55dV8AKrFlZjQ-smUQ0rUdXAMwribLZobHtDPG225yv3_Y0gY8Okl5Sjj6OfluO_xQui8wKLLMK_64byQUfF1owDVhzo8oo_gqGupVK4zQ10SLnMMaIW9qMxz8a1azpsL7-BAgvw7iaemzoiECfr5pU6MeoV4mJz-ldDyuNAt-rgUri2MapB-qMi60W-HS79Ku3-jV0HvYIY3qROjPFg206uCIHA2yJk7DkjqTT-mWLifmIQtm4CdsT4K3z-ziF2h3IJC2kYmG6rInq-8XhlzA&__tn=-R
View this post on Instagram

#Bogota #Columbia #graffiti

A post shared by @ dookolakuli on

Podsumowanie

Ludzie Galapagos byli bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, pomocni.
Czułem się tam bardzo bezpiecznie. Nie miałem obaw o zostawienie plecaka na plaży, kiedy kąpałem się w oceanie. Z uwagi na relatywnie małą powierzchnię archipelagu, często spotykałem tych samych ludzi.

Jedzenie było skromne, ale świeże. Najczęściej wybierałem zestawy za pięć dolarów. Galapagos to jedno z niewielu miejsc na święcie gdzie można zjeść zupę.

Spóźniłem się na Galapagos

Galapagos nie jest już tym samym miejscem, którym było dwadzieścia, czterdzieści lat temu. Powiedzieć tak można właściwie o każdym zakątku świata. Jednak z uwagi populacje endemicznych gatunków zwierząt urbanizacja tego miejsca powinna już dawno temu być odważnie zatrzymana.

Na Galapagos spóźniłem się jakieś 20 lat

Porównywałem ochronę przyrody jaką praktykują w Nowej Zelandii i w Ekwadorze.

Wjazd do Nowej Zelandii nic nie kosztuje, do Galapagos 131 USD. W Nowej Zelandii większość turystów, dzięki znakomitej organizacji gospodarzy nie jest w stanie za bardzo zaszkodzić przyrodzie. Na Galapagos często brakuje chociażby śmietnika, a jeśli jest to sortowanie odpadów wygląda tam jeszcze gorzej niż w Polsce.

Podczas wycieczki nad wulkan Sierra Negra przewodnik pytany przeze mnie o ochronę przyrody na Galapagos wypowiedział wymijająco. Galapagos jest wykorzystane przez ludzi tylko w trzech procentach jeśli idzie o powierzchnię. Po chwili doszliśmy na najwyższy punkt korony wulkanu. Powiedział – Teraz zobaczylibyście endemiczną roślinność Isabeli, jednak tuż obok znajduje się gospodarstwo hodowlane…

Trzymam kciuki za Ekawdorczyków, by do końca nie stracili skarbu jaki mają!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *