Tahiti, Polinezja Francuska

Moja podróż do Polinezji Francuskiej odbyłem na przełomie lutego i marca 2020 roku.

Tahiti jest jedną z wysp archipelagu Towarzystwa położoną ponad 16 tysięcy kilometrów od Łodzi. To jedno z najbardziej odległych miejsc, jakie odwiedziłem.

Stolicą Tahiti jest Papeete. Lotnisko międzynarodowe położone jest kilkanaście kilometrów na południe – Faaa. Przyleciałem wczesnym porankiem, na lotnisku świtało. Odprawa imigracyjna przeszła bardzo sprawnie. Na lotnisku, jak to w Polinezji, przywitał nas tradycyjny występ na żywo.

Lotnisko w Faaa, Tahiti. Kolejka do wyjścia.
Powitanie na lotnisku

To bardzo miłe w tym rejonie świata. Na strefie bezcłowej zakupiłem dwie litrowe butelki Ballantine’s. Jak się później okazało, był to bardzo dobry wybór, ponieważ był to najtańszy alkohol jaki widziałem w Polinezji Francuskiej.

Lotnisko w Faaa, Tahiti

Papetee

Kiedy delektowałem się pierwszym papierosem od 12 godzin, poznałem Francuzka, która również pierwszy raz przyleciała do Polinezji Francuskiej. Jej chłopak był tu już kilka miesięcy wcześniej, przyleciał z Francji do pracy. Zabrali mnie do centrum Papetee, gdzie
zabookowałem chyba jedyny hostel, w każdym razie najbardziej znany – Mahana Lodge.

Aora’i

Tuż po tym jak dostałem się do swojego plecaka i zmieniłem strój na lekki. Wybrałem się pieszo w kierunku Le Belvedere. Restauracji położonej na wzgórzu. Od tego punktu zaczynał się szlak Aora’i. Wiedziałem, że nie ma możliwości, bym przeszedł cały szlak, jednak nie przypuszczałem, że poddam się już po półtorej godziny marszu.

Szlak okazał się nie tyle trudny kondycyjnie, co po prostu przestraszyły mnie przestrzenie. Co więcej, ścieżka była porośnięta dość wysoką trawą, więc w momencie, w którym nie widziałem, gdzie mam postawić kolejny krok, cofnąłem się…

Le Belvedere

Obiad zjadłem w Le Belvedere, skąd rozciąga się przepiękna panorama na Papeete. Ceny w restauracji były wysokie, zwłaszcza że to był mój pierwszy wydatek w Polinezji Francuskiej. Jedzenie za to było bardzo smaczne (dominuje tam kuchnia francuska). Zjadłem zapiekankę z ziemniaków, boczku i serów.

Jak się później okazało zapiekanka dość często gości na stołach francuskich Polinezyjczyków. Do Papeete wróciłem okazją, polecam ten sposób, ponieważ sam odcinek z centrum miasta do restauracji zajmuje około dwóch godzin.

Po powrocie do hostelu zasłużyłem na krótką drzemkę. Wstałem wczesnym wieczorem i wybrałem się na promenadę, gdzie rozstawiano właśnie street food. Niestety nie trafiłem na dobrego kucharza.

Jeszcze przed świtem wsiadłem w zamówioną wcześniej taksówkę i pojechałem na lotnisko w Faaa. Poleciałem w najbardziej oddalony obszar Polinezji Francuskiej – Markizy.

Na Tahiti wróciłem po kilkunastu dniach. Na lotnisku czekała na mnie Ch., którą poznałem wcześniej na Ua Huka. Zawiozła mnie do przystani wodnej. Mniej więcej co godzinę odpływa stamtąd prom na Moorea. Na tę wyspę wybierałem się właśnie tego dnia.

Panorama Papeete
Port w Papeete

‚Ārahurahu Marae

Następnego dnia, po powrocie z Moorea, popędziłem na spotkanie z Ch. Po drodze zwiedziliśmy ‚Ārahurahu Marae. Jest to odrestaurowane miejsce, gdzie odbywają się świąteczne obchodu. Więcej szczegółów można wyczytać na stronie Macieja Swulińskiego.

Ostatni zachód słońca na Tahiti

Manico crepes

Kolację zjedliśmy w Manico crepes w Paea, miejscu wartym polecenia. Kucharz sprzedawał i słodkie i wytrawne naleśniki francuskie wprost z przyczepy. Jedliśmy na świeżym powietrzu. Były cienkie, chrupiące, a farsz pyszny. Jeśli będąc na Tahiti zatęsknisz za Paryżem, zjedz crepes u Manico.

Niepozornie, ale bardzo smacznie.

Powrót do domu

Ostatnie godziny na Tahiti spędziłem na długim spacerze z Paea do Papeete. Na szczęście po kilkudziesięciu minutach złapałem okazję. Mili, młodzi ludzie zawieźli mnie do hotelu, skąd recepcja zamówiła mi taksówkę. Kilka godzin później siedziałem już w samolocie do San Francisco. To były ostatnie dni przed zamknięciem polskich i amerykańskich granic z powodu pandemii koronawirusa. Jest lipiec 2020 roku, niestety nie wiem kiedy znowu polecę. Tym bardziej cieszy mnie każde, nawet najmniejsze wspomnienie podróży.

Leave a Reply