Jeden dzień w Kopenhadze

kopenhadze
Jeden dzień w Kopenhadze

No to jedziemy. To moja kolejna jednodniówka. Tym razem w Kopenhadze. Wcześniej byłem między innymi w Bukareszcie, miesiąc temu w Amsterdamie.

Od początku sierpnia jestem na diecie – jedz mniej. Są pierwsze sukcesy. Jednak założenia były takie, że jeśli gdzieś wyjeżdżam – eat as much as you can. W pociągu do Krakowa odliczałem minuty, aż wybiegnę z dworca kolejowego wprost do KFC. Byłem pewien, że w samolocie będzie bolał mnie brzuch z przejedzenia. Co polecacie zjeść w Kopenhadze? Czytaj dalej Jeden dzień w Kopenhadze

W drodze do Kapsztadu, część pierwsza

Wszystko zaczęło się od promocji łączonego biletu z Włoch do Republiki Południowej Afryki, z pobytem w Bangkoku oraz całodniową przesiadką w Addis Ababa. Sześć lotów (w tym dwa Emiratami) za 1300 zł1. Dodatkowo w cenie biletu wiza do Etiopii oraz hotel w Addis na czas 17-godzinnego tranzytu.

Emirates airlines to najlepsze linie lotnicze świata.

Jak można było nie kupić?

Czytaj dalej W drodze do Kapsztadu, część pierwsza

Pyszne Ramen na Piotrkowskiej

Do kiedy nie odwiedziłem japońskiej knajpy na Maui, omijałem szerokim łukiem wszelkie restauracje z napisem sushi. Oczywiście pomyliłem się co do japońskiej kuchni. Japonia to nie tylko sushi, ale też zupy. 

Wczoraj wieczorem odwiedziliśmy z P. japońską restaurację przy Pietrynie. Rzuciłem się na Ramen. To danie przybyło do Japonii z Chin i stało się popularne po II wojnie światowej. Mówiąc prosto (nie jestem znawcą japońskiej kuchni), to „rodzaj rosołu na bogato”. 

 

Wywary na rameny już się gotują 🙂 #ramen #dashiramen #tonkotsuramen #sendaisushi

Film zamieszczony przez użytkownika @sendaisushipl

W Sendai Sushi podano przepyszny, wytrawny, chudy rosół z makaronem, grzybami, jajkiem ugotowanym na miękko oraz warzywami. Oczywiście rosół nie smakował tak jak polski. Czuć było mieszaninę smaków; przede wszystkim słodkiego, cierpkiego i gorzkiego. Furorę w tym daniu robiły jajo i wołowina. Tekstura i smak żółtka stwarzały niezłe zamieszanie w jamie ustnej. Mięso było intensywnie doprawione i rewelacyjnie poddane obróbce termicznej. Rzadko się to zdarza, ale nie jestem nawet w stanie określić czy było grillowane czy pieczone… Brawo dla kucharza!

Sendai Sushi, Łódź, ul. Piotrkowska 209. Polecam.

Podejście do sushi zrobię już w Tokio.

Zapiski z Malty, ale nie tej Poznańskiej

Skąd się wziął maltański pomysł na weekend? Z wyszukiwarki lotów i zdjęć jakie obrazują promocyjny kierunek. Dotychczas o Malcie nie słyszałem. Po zobaczeniu uliczki w Valletcie nie mogłem przestać o niej myśleć. Później były zachęcające promocje i stało się…

Valletta
Uliczki Valletty i charakterystyczne maltańskie wykusze. Tu wszyscy oglądają mecz w niedzielne popołudnie. Jest sielankowo.

Czytaj dalej Zapiski z Malty, ale nie tej Poznańskiej

#dookołakuli: dzień 1 i 2.- Peggy, Wenecja i kolacja w Budapeszcie

Do lotniska dojechałem tramwajem i autobusem 55. To było coś. W podróż dookoła świata łódzką komunikacją miejską. Padał rzęsisty deszcz. Jak się po chwili okazało w tym samym autobusie jechali przyjaciele, którzy skutecznie ukryli się przed moim wzrokiem. Z transparentem przyszli nas pożegnać. Jedna z milszych niespodzianek.

wp-1465058898582.jpg
3, 2, 1, 0… start!

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 1 i 2.- Peggy, Wenecja i kolacja w Budapeszcie

Weekend we Włoszech. San Marino, Rimini i włoska wieś.

Do San Marino dojechaliśmy późnym wieczorem, zmęczeni. Po drodze zgubiliśmy się jeden raz, ale to było bardzo miłe zagubienie w małej, romantycznej miejscowości Talamello w górach, GPS oszalał, a ja poczułem się jak na planie Życie jest piękne. Wystarczyło tylko by z okna wypadł Roberto Benigni. Szkoda, że imperatywy finansowe nie pozwoliły na odrobinę szaleństwa i wynajęcie hotelu (jeśli w tej miejscowości takowy istnieje) i pozostanie tam na noc.

[googlemaps https://www.google.com/maps/embed?pb=!1m0!3m2!1spl!2spl!4v1460214566710!6m8!1m7!1sHs_0pWnNoJEo2IsNw1n7sw!2m2!1d43.9050747!2d12.2858405!3f173!4f0!5f0.7820865974627469&w=100%&h=450]

San Marino nocą jest puste i bezpańskie. Zdziwiło nas to bardzo, spodziewaliśmy się licznych, tętniących życiem kawiarni. Obcesowy Polak poznany w hostelu twierdzi, że wszyscy Sanmarinianie i turyści bawią się nocami w dyskotekach. Okazało się,  że nasz hostel był położony nad klubem nocnym, ale dzięki długiej podróży legliśmy dość szybko. Rankiem zobaczyliśmy panoramę jednego z najmniejszych państw świata, a z sali śniadaniowej, kolejkę linową na szczyt, na którym wybudowana została stolica.

Parking w pobliżu kolejki jest na szczęście bezpłatny,  a wjazd w jedną stronę kosztuje 4,5 euro. A propos europejskiej waluty, można tam znaleźć bilon europejski z orłem – godłem tego kraju. Warto zachować na pamiątkę jedna z moment, z oczywistych powodów stanowią niewielki procent wszystkich.

W San Marino zobaczylibyśmy zdecydowanie więcej gdyby nie wszechogarniająca mgła. Mgła w dzisiejszej Polsce nabiera negatywnych skojarzeń, ale potrafi być piękna w jednym z najmniejszych krajów świata. Sanmarinianie słyną z gościnności i miłego obycia, spotkaliśmy może kilka osób, w tym pracownika McDonalda, rzeczywiście byli bardzo mili.

Zwiedzanie kompleksu zamkowego zajęło nam dużo mniej czasu, niż wstępnie planowałem. Wybraliśmy się zatem do Rimini, nadmorskiego kurortu cieszącego się niegdyś wielką sławą. W Rimini 1920 roku urodził się Federico Fellini, według Google Maps muzeum poświęcone jego postaci jest jednak zamknięte na stałe. W latach 30 znany reżyser przeniósł się do Florencji. Nieświadomie nasza podróż okazała się osadzona na szlaku wielkiego Włocha.

Pierwsza restauracja, do której weszliśmy okazała się najlepszą jaką spotkałem we Włoszech. Klientami byli jedynie tubylcy. Zamawiali między innymi pizzę z frytkami na wierzchu, a do stołu można było poprosić o majonez i keczup (?!). W menu znaleźliśmy pizzę Szczecin. My zamówiliśmy najtańszą – Marinarę. Była to najlepsza pizza jaką kiedykolwiek jedliśmy. Marinara to wersja znanej Margarity bez mozzarelli, a do sosu pomidorowego dodawana jest sardel. Pizza zniknęła w ciągu dwóch minut. Pozostałe dania również były godne polecenia. Z przyjemnością polecam tę restaurację jeśli tylko znajdziecie się w Rimini.

Plaża w Rimini była czysta i najszersza jaką w życiu widziałem. Gdzieś w centrum starego miasta zobaczyliśmy zdjęcia plaży z sezonu – nie wytrzymałbym tam ani godziny.

Popołudniem, zakupując po drodze zapasy wina, wybraliśmy się na zasłużony wypoczynek do gospodarstwa agroturystycznego w okolicach Paderno. Bardziej romantycznego i malowniczego miejsca nie mogliśmy sobie wyobrazić. To idealne miejsce na weekend  miodowy. To mało powiedziane o gospodarzach, że są mili.

A video posted by @dookolakuli on