Zdobyć Przylądek Dobrej Nadziei

Rejs przebiegał gładko, aż do Przylądka Dobrej Nadziei, gdzie rozpętał się straszliwy sztorm. Dowódcą żaglowca był Holender, Hendrik Van der Decken. Kapitan za nic miał prośby marynarzy. Błagali go, by zatrzymał żaglowiec. Brawurowo zapewniał, że dopłynie do Zatoki Stołowej mimo przeciwieństw stawianych przez naturę.

Latający Holender, obraz Alberta Pinkhama Rydera, około 1896 roku

Czytaj dalej Zdobyć Przylądek Dobrej Nadziei

W drodze do Kapsztadu, cześć druga

Afryka zaczęła się już przy wejściu do samolotu Ethiopian. Pasażerów witała szefowa załogi ubrana w tradycyjny Etiopski strój – habesha kemis. Białe chusty zawinięte zgrabnie wokół ciała. W samolocie zwracał uwagę siostry zakonne. Czytając o królu Leopoldzie, nie wywołałyby u mnie dobrego nastawienia. Jednak kilka lat temu odwiedziłem ośrodek dla ciężko chorych dzieci prowadzony przez zakonnice. Ich profesjonalizm w pomocy udzielanej dzieciom zrobił na mnie wtedy duże wrażenie.

Kolorystka linii Ethiopian była strzałem w dziesiątę. W który liniach zdecydowano się również na kolor zielony?

Czytaj dalej W drodze do Kapsztadu, cześć druga

Kolejny etap uzależnienia – RPA, Wietnam i 17 godzin w Etiopii

15721696756_73d5281700_z
Cape Point – m_ragazzon @flickr

Zacznę od tego, że już się uspokoiłem i właśnie piję drinka, wódkę z sokiem grejpfrutowym, w odwodzie od wódki z tonikiem. Dzień zaczął się od dobrego snu i nauki (przygotowuję się do obszernego egzaminu), aż tu nagle alert, już nie pamiętam skąd – Republika Południowej Afryki za 1300 zł. Mimo, że bilety miałem kupić dopiero po zdanym egzaminie (inna promocja), to znaczy po 23 marca – jako prezent za wysiłki, nie wytrzymałem napięcia po raz kolejny i… kupiłem dziś.

addjnbfco
WAW-FCO-ADD-JNB-DUR-DXB-BKK-SGN-BKK-ADD-FCO-WAW

Wylatuję 19 i wracam 30 stycznia; 6 dni w Afryce i 3 dni w Azji. Bilet obejmuje 17 godzinną przesiadkę w Addis Abeba w Etiopii. Nie omieszkam wyjść z hotelu na długi spacer. Być w Etiopii??? Przez trzy dni będę też w Azji (BKK). Próbowałem jakoś skleić zwiedzanie Bagan w jeden dzień, ale to się chyba nie uda, nawet lecąc liniami lotniczymi reżimu Birmy – zbyt krótki pobyt wybrałem w Bangkoku. Za to uda się chyba polecieć na dwa dni do Sajgonu.

Lot liniami Emirates i Ethiopian Airlines, ani jedną ani drugą linią jeszcze nie leciałem. W sumie 6 lotów, plus jeszcze niekupiony doloty Wizzair z Warszawy na FCO. Może wreszcie uda mi się skorzystać z bliskości lotniska Fiumiciono do plaży i po raz kolejny zobaczyć rzymskie wybrzeże.

To co najprzyjemniejsze – samoloty: Airbus A380-800, Boeing 777-300ER, Boeing 788 i Boeing 777-200LR.

Ah! Pozostaje tylko czekać. To będzie bardzo miłe czekanie.

18297357768_1cfa5ca88a_k
Cape Town, Western Cape, South Africa, jean-boris-h @flickr

Egipt wzdłuż Nilu, też byliście na tej wycieczce?

2009 rok to był czas, kiedy możliwość wycieczki do dalekiego kraju powoli stawała się dla Polaka realna, a o tanich liniach lotniczych dopiero zaczynało się słyszeć. Egipt, Tunezja, kogo tam nie było. Też poleciałem, do Egiptu!

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/embed?mid=zfoiByudqtZY.kU2uG21WhYTU&w=100%&h=480]

Od początku miałem wątpliwości, czy chcę uczestniczyć w tym spędzie, jednak cena ostatecznie mnie przekonała. Warto wspomnieć, że za kwotę 2720 zł nie potrafiłem wtedy zorganizować porównywalnych w intensywności zwiedzania wakacji, tak daleko, na dwa tygodnie. Byłem wtedy studentem, którego budżet mocno ograniczał, a rodzice na szczęście nigdy mnie nie rozpieszczali. Wylot ku mojemu zadowoleniu był z Łodzi, jeszcze wtedy ze słynnego kartonowego lotniska, które obecnie złożone jest w Radomiu. Wbrew pozorom z tamtego lotniska wylatywało się bardzo przyjemnie i ogromnej różnicy we wnętrzach nie ma, i tu i tu mało miejsca. Dziś dodatkowo śmierdzi fryturą. Leciałem wtedy pierwszy raz samolotem. Co ciekawe nudziło mi się już po dwóch godzinach lotu. Samolot był mocno wysłużony. Mieliśmy międzylądowanie w Gdańsku, a przylecieliśmy do Hurghady. Nie zapomnę zabudowań tego miasta (głównie hotelowych) z lotu ptaka, wyglądały jak domki z klocków lego. Lotnisko na pustyni, jak przystało na Egipt.

Domki z klocków Lego, Hurghada z lotu ptaka.
Domki z klocków Lego, Hurghada z lotu ptaka.

Pierwszy dzień był krótki, „zwiedziliśmy” hotelową plażę, okoliczne uliczki i wcześnie położyliśmy się spać, ponieważ następnego ranka o świcie wyruszyliśmy w długą podróż do Luksoru i Karnaku. Niektóre wycieczki bez przewodnika wydają się rzeczywiście mało wartościowe, wiedzę jaka musiałbym posiąść, aby zrozumieć to co zobaczyliśmy w Egipcie, nabywałbym pewnie latami studiując historię sztuki. Podczas podróży największe wrażenie robiły oczywiście posterunki wojskowe i panowie z karabinami.

Liczne zabytki, które zwiedziliśmy wywoływały uczucie niedosytu, że za mało na ich temat wiemy, wręcz niezrozumienie „jakie to stare”, „w jak niesamowity sposób było budowane”. Nie będę szczegółowo opisywał świątyń, w Egipcie było już tylu Polaków, że dla nikogo z Was nie będzie to jakąkolwiek nowością.

W końcu weszliśmy na statek, którym przez następne kilka dni płynęliśmy w górę Nilu, po drodze zwiedzając kolejne miejscowości.
Już na drugi dzień, w Luksorze zabrakło nam wódki przytaszczonej z Polski. Na nieszczęście w trakcie naszych wakacji panował Ramadan. Mimo wszystko, uparcie przechadzałem się ulicami w pobliżu przystani i głośno krzyczałem „wodka, wodka”. Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdziekolwiek bym się zgubił, zawsze znajdzie się jakiś Polak obok, który mi pomoże, wystarczy tylko krzyczeć po polsku. Niestety nikt nie zareagował. „Wodkę” zamieniłem na „brendi, łiski” – w ciągu minuty zatrzymał się taksówkarz, który zaoferował pomoc. Tak jak bezmyślnie krzyczałem w trakcie Święta, tak bezmyślnie wsiedliśmy do samochodu i jechaliśmy; dziesięć minut, pół godziny… Poznaliśmy przedmieścia Luksoru, przynajmniej tak nam się wydawało. W końcu dojechaliśmy do sklepu (?), trudno powiedzieć czy był to sklep, jedyne co przypominało zachodni sklep to logo Heinekena. Otrzymaliśmy dwie butelki podrobionej rosyjskiej wódki z egipską akcyzą, w plastikowej, czarnej torbie. A ja głupiec myślałem, że uda nam się kupić Absoluta. Wtedy przyszło mi do głowy – jak zweryfikuję czy płyn w butelce jest etanol czy metanol? Koniec końców, nie oślepłem.

Podróż statkiem była wielką przyjemnością, brakowało tylko grupy ludzi umiejących się dobrze bawić, każdy pozamykał się we własnych kajutach. Z kajuty, dzięki przestronnemu bulajowi oraz z górnego pokładu, można było podziwiać uroki nadnilowych zabudowań oraz obserwować życie tubylców, dzieci machały na przywitanie, co chwilę zmieniał się głos muzeina nawołującego z minaretu do modlitwy. Kolejnym przystankiem było Edfu i Kom Ombo.

Edfu
Edfu

Przypłynięcie do Asuanu było ekscytujące, do dziś to najbardziej wysunięty na południe fragment globu, który odwiedziłem. Przewodnik opowiadał nam, że to północne wrota do Afryki i rzeczywiście miałem wreszcie wrażenie, że jestem na zupełnie innym kontynencie. Wieczorem długi spacer po tętniących życiem uliczkach miasta, bez mapy, więc z niespodziankami. Mili ludzie, którzy zapraszali do swoich sklepów nie tylko, by coś sprzedać, ale też pobyć razem. Pamiętam nieukończone centrum handlowe, w którym piłem Colę z tubylcem, próbując dogadać się przez godzinę w języku angielskim. Jadłem też hamburgera w egipskim McDonaldzie, tak bardzo brakowało mi „normalnego” jedzenia, co ciekawe był taki sam jak zawsze, natomiast frytki były mało smaczne, te polskie są najlepsze.

Jednym z ważniejszych, współczesnych budynków opisywanych przez przewodników w Asuanie jest hotel Old Cataract. Został wybudowany w 1899 roku przez Thomasa Cooka (Brytyjczyka, który stworzył słynną firmę podróżniczą), aby mieć gdzie pomieścić europejskich turystów.

Słynny Hotel Old Cataract
Słynny Hotel Old Cataract -w czasie remontu?

Gościł w nim między innymi car Mikołaj II, Winston Churchill, Howard Carter, Margaret Thatcher, Jimmy Carter, księżna Diana, królowa Noor i Agatha Christie, która za miejsce akcji fragmentów swojej powieści Śmierć na Nilu wybrała właśnie ten hotel. Do dziś można zarezerwować pokój, w którym mieszkała.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=_zEfPyO14J4]

Nie można zapomnieć o pięknym ogrodzie botanicznym na wyspie Kitchenera, widoku żaglówek i nadbrzeża jak z czasów Thomasa Cooka (Corniche). Wyspa, o której wspominam to Dżazirat an-Nabatat, jedna z dwóch wysp Nilu, została podarowana Lordowi Kitchenerowi w podzięce za jego zasługi w czasie Kampanii Sudańskiej w latach 1896-1898. Lord bardzo szybko przekształcił 750 metrową w długości wyspę w laboratorium egzotycznych roślin.

W Asuanie również trzeba było powtórzyć zakup alkoholu. Próbowałem zrobić to w taki sam sposób jak w Luksorze, ponownie po jakimś czasie pojawiła się pomocna dłoń mężczyzny, który zaprowadził mnie ciemną uliczką, ciemnymi schodami do… baru, w którym były zaledwie dwie, trzy osoby. To było zaraz przy Corniche. Okna wychodziły na port. Zasłonięte drewnianymi okiennicami z możliwością regulowania ilości światła wpuszczanego do wewnątrz. Przy suficie nieśpiesznie obracały się wentylatory, leniwie przeganiając dym papierosowy. Panowie z pewnością popijali alkohol, jednak na ladach baru nie było ani jednej butelki – Ramadan. Ponownie otrzymałem alkohol zawinięty w czarną reklamówkę i dałem nogę. Na statu zostałem „bohaterem”. Część alkoholu, na liczne prośby towarzyszy podróży odsprzedałem.

Odwiedziliśmy między innymi Wysoką Tamę, która tworzy wielkie jezioro Nasera. Plany budowy Wysokiej Tamy rozpoczęto w 1952 roku, po rewolucji Wolnych Oficerów i objęciu władzy przez Gamala Abdela Nasera. Początkowo Tama miała być współfinansowana przez Stany Zjednoczone, ale po formalnym uznaniu przez Egipt Chińskiej Republiki Ludowej rząd amerykański wycofał się ze swej obietnicy. W związku z tym rząd Egiptu zamierzał sfinansować budowę tamy z zysków, jakie przynosił Kanał Sueski. Pomocy udzielił Egiptowi również Związek Radziecki, proponując pokrycie około jednej trzeciej kosztów budowy. ZSRR zaoferował także pomoc radzieckich inżynierów oraz maszyny. (Wikipedia) Dziś obok tamy znajduje się pomnik upamiętniający „bezinteresowną” pomoc.

[googlemaps https://www.google.com/maps/embed?pb=!1m14!1m12!1m3!1d1083263.6927904696!2d32.180541678422934!3d22.895053467610282!2m3!1f0!2f0!3f0!3m2!1i1024!2i768!4f13.1!5e1!3m2!1spl!2spl!4v1455115531755&w=600&h=450]

Linia kolejowa z Kairu została doprowadzona do Asuanu 1898 roku. Wsiedliśmy do pociągu relacji Asuan-Kair, była też możliwość podróży samolotem, ale wtedy jeszcze nie byłem od latania uzależniony, poza tym nie mieliśmy na to pieniędzy. Z lotniska w Asuanie można obecnie dolecieć do Kairu, ale też do najbardziej wysuniętego na południu miejsca w Egipcie – Abu Simbel. Loty realizowane są przez EgiptAir, członka sojuszu Star Alliance.

Pociąg - pierwsza klasa.
Pociąg – pierwsza klasa.

Początkowo w pociągu było przeraźliwie duszno, okien nie udało się nikomu otworzyć. Nasi ulubieńcy z wycieczki zaczęli krzyczeć, że „zaraz dzieci nam się poduszą”. Zapanowała panika. Na krótko. Zaraz wszyscy zmienili zdanie. Po włączeniu klimatyzacji, w ciągu godziny, każdy miał na sobie wszystkie ubrania dostępne w bagażu. Temperatura była tak niska, że nawet mimo otwartych drzwi do przedziału, było kilka stopni. Jedynie na stacjach można było wychylić głowę i ogrzać się nieco. Podróż trwała całą noc, nad ranem dotarliśmy do Kairu. Byłem wykończony.

Kolejny dzień intensywnego, bardzo intensywnego zwiedzania Kairu był zwieńczony nagroda, nocą w prawdziwym trzygwiazdkowy hotelu w Gizie. My się nie poddaliśmy, bardzo późnym wieczorem wyruszyliśmy na podbój stolicy. Z podboju nici, nie potrafiliśmy znaleźć ani głównego rynku ani trafić do Wieży Kairskiej, ale za to, pewnie jako jedni z niewielu jechaliśmy metrem. Widzieliśmy też dyskotekę egipska, to urocze jak chłopcy trzymają się tam za rękę, dają sobie buzi, jednak nie są to homoseksualni mężczyźni, ukradkiem spoglądają na kobiety, ale niestety lub na szczęście nie mogą się z nimi tak czułe stykać jak z kolegami.

Sen w prawdziwym hotelu był oczywiście zbyt krótki, pobudka wcześnie rano i zwiedzanie Kairu. To wielkie miasto i jak każde przyciąga, taki Nowy Jork Afryki? Nie wiem, na razie byłem tylko w Egipcie. Największe wrażenie robiła bieda, mieszkańcy cmentarzy i anteny satelitarne zamieszone na dachach lepianek. Przepięknie położony meczet Muhammada Ali na cytadeli, skąd roztacza się wspaniała panorama wielkiego, szarego, piaskowego miasta. Świątynia była jedną z największych w pierwszej połowie XIX wieku.

Dla tych, którzy byli już w Kairze, nie będzie zaskoczeniem, że piramida Cheopsa znajduje się de facto w mieście, a Wielki Sfinks nie jest taki wielki jak na zdjęciach. Dlaczego oni zawsze tak oszukują na widokówkach?

Z Kairu wróciliśmy busem do Hurghady, to była jedna z najbardziej szalonych podróży mojego życia, kierowcy jeżdżą według zasady; im szybciej się zabijesz, tym lepiej. Wielokrotnie zamykałem oczy, by nie wiedzieć czy zginiemy i jak zginiemy. Podczas przerw zobaczyliśmy trochę pustyni, nic szczególnego, jest tam po prostu bardzo brudno. Widziałem też naturalny brzeg i plażę, również nie były to zachwycające widoki, ale brakowało mi takiej naturalności w Hurghadzie. Tam, mimo długiego spaceru nie znaleźliśmy skrawka niehotelowej ziemi.

Polecam wpis na innych blogach:

Podsumowując, to była wspaniał wyprwa, mimo niktórych współtowarzyszy oraz komercyjnego charakteru samej wycieczki. Już podczas wyjazdu marzyłem by zobaczyć w przyszłości deltę Nilu i Suez.