#dookołakuli: dzień 19. – zaginiony świat

Bezsenna noc na plaży Kalalau

plaża Kalalau nocą

Przerzucałem się z boku na bok. B. spała jak zbita. Tylko od czasu do czasu chrapnęła. Pode mną folia namiotu i piach. Nasze prowizoryczne prześcieradło już dawno się zrolowało. Spróbowałem się przenieść, głową do jej stóp. Na chwilę odleciałem. Poczułem jak odchylam się do tyłu i zaraz spadnę do przepaści.

Otworzyłem oczy. Chyba jednak nie zasnę. Głowę miałem wtedy niżej niż nogi. Poczułem jak masło orzechowe zaczyna cofać się do gardła. Znowu zmieniłem pozycję.

Nasłuchiwałem odgłosu wody. A może przyleci helikopter i zrobią obławę?

Poszedłem do wyimaginowanej toalety. Była jasna noc, księżyc zataczał krąg, zbliżał się do krańca plaży. Niedługo będzie nad Oceanem. Ludzie krążyli po plaży i po wydmach. Jak nocne patrole, z lampkami na głowach. Ktoś się kąpał. Dziwne historie.

Kilkanaście osób spało na plaży. Tylko my w namiocie, reszta na karimatach. Położyłem się ponownie.

Nienawidzę bezsenności z powodu zmęczenia. Byłem zmęczony do cna. Wszystko bolało z wysiłku i ze stresu. Oko chciało się zamknąć, ale co chwilę się otwierało. Nie wziąłem ze sobą ani leków przeciwbólowych ani nasennych.

O świecie czekał nas powrót. Może lepiej złapać tę motorówkę za 150 dolarów?

Spróbowałem liczyć barany, zawszę liczę je od 400 z hakiem.

Mijały kolejne godziny albo minuty trwające godziny. Wyjrzałem z namiotu. Księżyc już prawie nad wodą. Godzina 4:30.

Nie było już sensu podejmować kolejnej próby zaśnięcia. Rozpocząłem procedurę budzenia B. Jak ja jej zazdrościłem, że zasnęła. Staraliśmy się coś zjeść. Nadal nie potrafiłem niczego przełknąć.

Na zdjęciu, które sobie zrobiliśmy byłem koszmarnie spuchnięty.

Złożyliśmy namiot. Wieczorem umówiliśmy się z naszymi nowymi znajomymi, że zostawimy go tutejszym osadnikom. Na pewno się przyda. Była to decyzja nie pozbawiona wątpliwości natury etycznej. Z jednej strony tych osadników z pewnością bym polubił i sam bym takim z chęcią został, z drugiej strony przyroda… Oczywiście na plaży i szlaku nie zostawiliśmy ani jednego papierka, wszystko zostawiliśmy na lotnisku.

Gdybyśmy…

Gdybyśmy mieli choć jeden dzień więcej w swoim napiętym grafiku…

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 19. – zaginiony świat

#dookołakuli: dzień 18. – Szlak Kalalau; to mógł być ostatni dzień

Zjedliśmy śniadanie. To był nasz ostatni poranek w hostelu w Kappa, więc musieliśmy zjeść wszystko, co nam pozostało w lodówce. Dziś zaplanowany był szlak, o którym marzyłem od roku. Wyruszyliśmy tuż po dziewiątej. Tym razem na północ wyspy.

Nasz prowiant
Nasz prowiant

W Princeville rozpoczynają się malownicze widoki na rozległą dolinę Hanalei. Na horyzoncie widoczne są wysokie szczyty Hihimanu (758 metrów), Namolokama (1348 metrów) i Mamalahoa (1141 metrów). Obszar, o którym wspominam stanowi rezerwat przyrody Halelea. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze po wodę i kawę. Zawsze trudno o dobrą kawę w hostelu.

po drodze

Droga 56 okrążająca wyspę Kauai kończy się w Haʻena, na plaży Ke`e. Stamtąd zaczyna się szlak wybrzeża Nā Pali. Tą ścieżką podróżowali pradawni Hawajczycy do odosobnionej i romantycznej doliny Kalalau. Żyli tam w chatkach krytych liśćmi i uprawiali między innymi kolokazję jadalną (taro) i kawę. W 1920 roku ostatni z nich wyjechali, żeby żyć w miastach Haʻena i Hanalei.

szlak Kalalau w latach 70-tych
Szlak Kalalau w latach 70-tych, magazyn Backpacker, lato 1975. Proszę zwrócić uwagę na ubiór młodego mężczyzny.

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 18. – Szlak Kalalau; to mógł być ostatni dzień