#dookołakuli: dzień 22. – Zostawić Las Vegas

Avi - Navada
Okazało się, że hotel rzeczywiście jest położony na środku pustyni.

Zasnęliśmy spojeni ginem z tonikiem. Nie spałem długo. Po godzinie obudziło mnie jęczenie, majaczenie B. – Ja mam drgawki, ja mam drgawki… Tonem nieznoszącym sprzeciwu powiedziałem, że ma wziąć lek przeciwgorączkowy i spać dalej. Włączyłem ogrzewanie przykryłem ją dodatkowym kocem. Udało się. Spaliśmy kolejne trzy albo cztery godziny. Okazało się, że lewa noga B. jest dwa albo trzy razy większa niż druga. Była obrzęknięta, ocieplona, zaczerwieniona, dotyk sprawiał ból… Było coraz gorzej.

Zadzwoniłem do recepcji z prośba o przedłużenie noclegu o drugą noc. Postanowiliśmy odpocząć w Różowej Landrynie. Wiedziałem, że B. musi się nawodnić, żeby nie trafiła do szpitala. Oczywiście żadnych drgawek nie miała. Po prostu dopadły ją dreszcze.

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 22. – Zostawić Las Vegas

Ile kosztuje podróż dookoła świata?

Jeszcze nie opisałem całej swojej podróży dookoła świata. Pamięć do miłych chwile jest lepsza niż do cyfr. Dlatego dziś wspomnę o wydatkach jakie poczyniłem, aby oblecieć kulę ziemską dookoła.

Wiele razy widziałem propozycje podróży dookoła świata samolotem dla takich wariatów jak ja. Łatwo znaleźć obloty za trzy-pięć tysięcy złotych. Zawsze byłem ciekawy jaki jest całkowity koszt takiej podróży jeśli wyjdzie się jednak poza lotnisko.

Kilka liczb na początek

  • 2 przyjaciół
  • 5 kontynentów, 6 krajów
  • 18 lotów
  • 31 dni
  • około 65 godzin spędzonych w samolocie
  • 45712 km pokonanych samolotem
  • tysiące wrażeń

rtwgcmap

Czytaj dalej Ile kosztuje podróż dookoła świata?

#dookołakuli: dzień 18. – Szlak Kalalau; to mógł być ostatni dzień

Zjedliśmy śniadanie. To był nasz ostatni poranek w hostelu w Kappa, więc musieliśmy zjeść wszystko, co nam pozostało w lodówce. Dziś zaplanowany był szlak, o którym marzyłem od roku. Wyruszyliśmy tuż po dziewiątej. Tym razem na północ wyspy.

Nasz prowiant
Nasz prowiant

W Princeville rozpoczynają się malownicze widoki na rozległą dolinę Hanalei. Na horyzoncie widoczne są wysokie szczyty Hihimanu (758 metrów), Namolokama (1348 metrów) i Mamalahoa (1141 metrów). Obszar, o którym wspominam stanowi rezerwat przyrody Halelea. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze po wodę i kawę. Zawsze trudno o dobrą kawę w hostelu.

po drodze

Droga 56 okrążająca wyspę Kauai kończy się w Haʻena, na plaży Ke`e. Stamtąd zaczyna się szlak wybrzeża Nā Pali. Tą ścieżką podróżowali pradawni Hawajczycy do odosobnionej i romantycznej doliny Kalalau. Żyli tam w chatkach krytych liśćmi i uprawiali między innymi kolokazję jadalną (taro) i kawę. W 1920 roku ostatni z nich wyjechali, żeby żyć w miastach Haʻena i Hanalei.

szlak Kalalau w latach 70-tych
Szlak Kalalau w latach 70-tych, magazyn Backpacker, lato 1975. Proszę zwrócić uwagę na ubiór młodego mężczyzny.

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 18. – Szlak Kalalau; to mógł być ostatni dzień

#dookołakuli: dzień 14. – Bielizna, Bondi i kij baseballowy

Dotychczas jedynym moim namacalnym kontaktem z Australią była bielizna. Od wielu, wielu lat jedną z moich ulubionych firmy produkujących bieliznę jest właśnie ta, do której wielokrotnie wykorzystywano legendarną plaże Bondi w materiałach reklamowych.

Firma nazywa się Aussiebum i jest jedna jedną z najbardziej znanych marek australijskich na świecie. Ponadto, producenci są dumni z swojego pochodzenia.  Ponoć właśnie tej firmy spodenki kąpielowe noszą australijscy ratownicy.

Rano, jak to w Sydney, niespiesznie wybraliśmy się w kierunku plaży. Po drodze wypiliśmy kawę i zjedliśmy pyszne ciasteczko bananowe. Przypomnę, że w maju w Australii panuje jesień, więc na plaży nie było ciepło. Nie odważyłem się wykąpać, ale temperatura do opalania była idealna

Bondi Bay
Bondi Beach w 1900 roku

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 14. – Bielizna, Bondi i kij baseballowy

#dookołakuli: dzień 13. – Sydney Opera House

SOH

To był dzień jednego z moich większych marzeń związanych z tą podróżą. Koncert w Sydney Opera House (SOH). Jednym możliwym koncertem był Bach, Mozart i Betthoven w wykonaniu Australian Chamber Orchestra (ACO). Zapewne, gdybym miał wybór, padłoby na koncert symfoniczny, ale jak się czegoś nie ma, to się cieszy, że się ma. Poza tym sztuką nie można gardzić ani przebierać. Ostatni raz byłem w filharmonii ponad pięć lat temu. Bywały czasy, gdy pojawiałem się na koncertach raz na dwa tygodnie. Tak jak w teatrze kocham, kiedy kurtyna podnosi się, a ja zapominam o całym świecie. Tak w filharmonii lubię ten moment kiedy gasną światła, koncertmistrz daje znak orkiestrze nutką i muzycy się przygotowują, bo zaraz zacznie się… kolejna podróż.

Wizją koncertu byłem bardzo podekscytowany.  Jakby mogło być inaczej? Nigdy w życiu nie miałem odwagi nawet marzyć, że będę w Sydney, a co dopiero koncert.  Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 13. – Sydney Opera House