Zakochać się w Luwrze

Zakochać się w Luwrze.
Widok na na panoramę Paryża z wieży Eiffla

W Paryżu przywitała nas wiosna i oszuści. Przy stacji Porte Maillot schludnie ubrani Paryżanie (dziś powiedzielibyśmy uchodźcy) świecili przed oczami legitymacją. Poinformowali nas, że przy peronie kolejki nie można kupić biletów. Według ich opowieści Paryż nawiedziła właśnie awaria kas biletowych. Sprawdzałem legitymację naszego konsjerża. Nie było tam ani nazwiska ani zdjęcia. Nigdy nie zostanę politykiem. Ludzie nie chcą mnie słuchać. Nie chcieli mnie też posłuchać tym razem. Koniec końców straciliśmy w sumie 70 euro. Oczywiście o żadnej awarii kas nie ma mowy. Czytaj dalej Zakochać się w Luwrze

Muzeum artysty sowieckiego

Muzeum

Otwarte od godziny 10:30 do 17. Przy ulicy Dzoragyugh w Erywaniu. Na wzgórzu Hrazdan Gorge, z malowniczym widokiem na smutny pomnik genocydu i dumną górę Ararat, stoi muzeum. Jedno z najważniejszych w Erywaniu i całym kraju. Zostało otwarte w 1988 roku, kiedy artysta wrócił z kraju. Osobiście wybrał lokalizację. Wchodząc tam mam wrażenie, że wchodzę do jego domu.

Zaprosił i poczęstował chlebem i solą. Najlepiej pamiętam smak kolaży, choć to reżyser, więc powinienem znać go jako twórcę filmów.

Ikony Paradżanowa
Ikony Paradżanowa. „Ukradłem” kilka do swojego domu.

Czytaj dalej Muzeum artysty sowieckiego

#dookołakuli: dzień 13. – Sydney Opera House

SOH

To był dzień jednego z moich większych marzeń związanych z tą podróżą. Koncert w Sydney Opera House (SOH). Jednym możliwym koncertem był Bach, Mozart i Betthoven w wykonaniu Australian Chamber Orchestra (ACO). Zapewne, gdybym miał wybór, padłoby na koncert symfoniczny, ale jak się czegoś nie ma, to się cieszy, że się ma. Poza tym sztuką nie można gardzić ani przebierać. Ostatni raz byłem w filharmonii ponad pięć lat temu. Bywały czasy, gdy pojawiałem się na koncertach raz na dwa tygodnie. Tak jak w teatrze kocham, kiedy kurtyna podnosi się, a ja zapominam o całym świecie. Tak w filharmonii lubię ten moment kiedy gasną światła, koncertmistrz daje znak orkiestrze nutką i muzycy się przygotowują, bo zaraz zacznie się… kolejna podróż.

Wizją koncertu byłem bardzo podekscytowany.  Jakby mogło być inaczej? Nigdy w życiu nie miałem odwagi nawet marzyć, że będę w Sydney, a co dopiero koncert.  Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 13. – Sydney Opera House

#dookołakuli: dzień 1 i 2.- Peggy, Wenecja i kolacja w Budapeszcie

Do lotniska dojechałem tramwajem i autobusem 55. To było coś. W podróż dookoła świata łódzką komunikacją miejską. Padał rzęsisty deszcz. Jak się po chwili okazało w tym samym autobusie jechali przyjaciele, którzy skutecznie ukryli się przed moim wzrokiem. Z transparentem przyszli nas pożegnać. Jedna z milszych niespodzianek.

wp-1465058898582.jpg
3, 2, 1, 0… start!

Czytaj dalej #dookołakuli: dzień 1 i 2.- Peggy, Wenecja i kolacja w Budapeszcie

Bilbao. Baskonia.

Podróż do Modlina okazała się koszmarem. Ilość miejsca w nowej odsłonie ModlinBusa – OKbus jest dużo mniejsza niż w Ryanairze. Nowością jest system rozrywki pokładowej, do którego jeszcze nie wgrali filmów. Ilość miejsca można by jeszcze znieść, ale trasa jest nie do zaakceptowania. Łódź Kaliska – Warszawa, Lotnisko im. Chopina – 20 minut przerwy – Warszawa Centrum – 20 minut przerwy – Lotnisko Modlin. Wstaliśmy o 2:50 w nocy, by na siódmą być na modlińskim lotnisku. Lot do Brukseli był o 9:20. Gdybyśmy mogli jechać samochodem, wystarczyłoby wstać o 6:30 albo nawet 7. Oczywiście połączenie kolejowe nie istnieje w tych godzinach. Niestety nie mogliśmy jechać samochodem, z powodu rozkładu lotów, wylatywaliśmy z Modlina, wróciliśmy do Chopina. Czytaj dalej Bilbao. Baskonia.